Babel, skrucha i przebaczenie

W pewnym sensie budowa wieży Babel jest przeciwstawna zesłaniu Ducha Świętego. Oddolny ruch wstępujący człowieka przeciwstawia się ruchowi zstępującemu Boga. Pycha człowieka dążąca ku temu, by „być jak Bóg”, przeciwstawia się pokorze Boga, który do końca na krzyżu pozostał Człowiekiem. Samodzielne i dumne działanie człowieka, wyrażające się głośnym okrzykiem „Do dzieła! Zbudujmy sobie miasto z wieżą, której szczyt dosięgnie nieba!” (Rdz 11:4), przeciwstawia się cichemu „niech mi się stanie według twego słowa” Maryi (Łk 1, 38). Wola człowieka przeciwstawia się woli Bożej.

Przeciwstawność ludzkiego i Bożego działania jest dobrze dostrzegalna przy nawet pobieżnej analizie skutków tych działań. Wieża Babel zamieniła się w ruinę w bardzo krótkim czasie, podczas gdy Kościół rozwinął się i wciąż się szerzy przez tysiące lat. Podział i brak zrozumienia przy budowie wieży zaskakująco przeciwstawia się rozumieniu Ewangelii wygłoszonej w ojczystym języku, które łączy cały zgromadzony tłum w trakcie zesłania Świętego Ducha. Rozbrat i konkurencja versus zjednoczenie i solidarność. Destrukcja versus tworzenie. Śmierć i zapomnienie versus życie i chwała przez wieczność…

A czyż nie podobną wieżę Babel znowu usiłujemy budować wspólnie ze wszystkimi narodami świata, pokładając całą nadzieję w technologii i napędzanej egoizmem ekonomii? Czyż nie ponownie odrzucamy Boga jako niepotrzebnego i wołamy „Do dzieła! Zbudujmy sobie cywilizację, której szczyt dosięgnie gwiazd!”? Czyż znowu nie kierujemy się przede wszystkim pychą, wykorzystując zdobycze nauki lub możliwości kapitalizmu wyłącznie do własnych, egoistycznych celów, chcąc dosięgnąć nieba w taki sposób, który maksymalnie nas od nieba oddala? I co mamy jako skutek? Nasilająca się walka konkurencyjna, nasilający się brak rozumienia między narodami, pogłębiające się nierówności społeczne, kwitnący ogród całej planety, zamieniony we wypełnione plastikowymi odpadami pustkowie…

Absolutną rację ma Kohelet, gdy pisze, że „To, co było, jest teraz, a to, co będzie, już było” (Koh 3:15). Zmieniły się skala, narzędzia i sceneria, ale nie zepsute serce ludzkie, z którego jedynie pochodzą „złe myśli i nieczystości, i kradzieże, i zabójstwa, i cudzołóstwa, i chciwość, i przewrotność, i wyuzdanie, i zazdrość, i bluźnierstwo, i pycha, i głupota” (Mk 7:21-22). I nie trzeba być prorokiem, by zrozumieć, do czego ten nasz cały aktualny wysiłek w przyszłości doprowadzi.

Dlatego w okresie Wielkiego Postu zachęcam przede wszystkim do zapraszania Boga do własnego życia. Oby ten czas był czasem pogłębionej refleksji i poskromienia egoizmu nas wszystkich. Dzięki Bogu, że jeszcze ten czas mamy i nadzieją wciąż się możemy chlubić. Ale zanim przyjdzie czas na radowanie się, w tej chwili pokuta i skrucha powinny nam towarzyszyć na co dzień. I patrząc na otaczający świat, o tę postawę nie powinno być trudno… Wszyscy zgrzeszyliśmy i nikt nie jest bez winy.

Przepraszam, mój ukochany Panie. Bardzo Cię za wszystko w imieniu siebie i nas wszystkich przepraszam.