Czy w Niebie jest nudno?

Ktoś, kto twierdzi, że życie w Niebie jest zapewne nudne (bo jakże można przez wieczność śpiewać hymny ku chwale Boga?) – zachowuje się niczym ktoś, kto twierdzi, że miłość jest nudna (bo jakże można ciągle myśleć o ukochanym lub ukochanej?), że życie jest nudne (bo jakże można cały czas chcieć żyć?), że odkrywanie prawdy jest nudne (bo jakże można ciągle się zachwycać odkryciami?) i tak dalej. Nie rozumie bowiem, że oto na ziemi wyjałowionej przez własny sceptycyzm, apatię, zgorzkniałość, bezwładność, nihilizm i cynizm – usiłuje posadzić drzewo wiary w to, że życie może jednak jeszcze smakować, zachwycać barwami, harmonią, pięknem i dobrem. Cóż więc dziwnego, że to drzewo nie chce się rzeczywiście na takim gruncie przyjąć? Cóż dziwnego w tym, że oto ktoś całkowicie zatruty i wymiotujący nie potrafi sobie akurat wyobrazić spożywanie smacznego pokarmu?

 

Dziwi mnie jednak nie to, że są tacy ludzie, którzy mają strute dusze a przez to – nie potrafiący sobie coś dobrego wyobrazić. Dziwi mnie przede wszystkim to, że są ludzie, podający się za ludzi zdrowych, którzy tym pierwszym wtórują! To mnie dziwi, że człowiek rzekomo zdrowy – czy to przez nadmiar empatii, wygodnictwa czy też (co bardziej prawdopodobne) przez brak kręgosłupa własnej wiary – gdy słyszy tekst o nudzie w Niebie z ust człowieka ewidentnie chorego, zaczyna wykazywać symptomy tej samej choroby.

 

Stąd oczywiście wyciągamy prosty wniosek, że z wiarą nie jest wcale tak dobrze, jak twierdzą kościelni hierarchowie opierając się o oficjalne statystyki. Bo wierzącym nie jest ktoś, kto twierdzi, że takim jest – lecz ktoś, kto autentycznie napędzany Miłością, Wiarą i Nadzieją, w ogóle nie musi się nad tym zastanawiać, ani nikogo w otoczeniu o tym fakcie przekonywać. I właśnie takiej postawy nam wszystkim życzę.

 

Szalom! :)