Czy wiara jest sprawą prywatną?

Czy wiara jest sprawą prywatną?

 

Pytanie tylko z pozoru jest prostym. Zanim sobie na niego odpowiemy, wypada najpierw przytoczyć dwie definicje. Po pierwsze, z psychologicznego punktu widzenia wiara jest nadawaniem dużego prawdopodobieństwa prawdziwości jakiegoś twierdzenia w warunkach braku wiedzy. Po drugie, prywatność definiujemy jako przynależność do jednostki (a nie do publiczności). Parafrazując teraz nasze pytanie należy, więc, spytać, czy nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości jakiegoś twierdzenia leży w gestii jednostki czy też publiczności? Jeśli tak postawimy pierwotne pytanie, to widać wyraźnie, że publiczność z definicji nie jest w stanie nadać dużego prawdopodobieństwa czemukolwiek, jako że publiczność, jako podmiot, nie ma swojej świadomości odrębnej od indywidualnych świadomości jednostek, które ją kształtują (nie wnikając w mechanizmy kształtujące tak zwaną społeczną świadomość, należy pamiętać, że pojęcie „społeczna świadomość” wciąż dotyczy zbioru wyobrażeń, opinii, pojęć, symboli itp., wspólnych dla dużej liczby osobników w danym społeczeństwie). Dlatego poprawnym będzie twierdzenie, że akt wiary, czyli przyporządkowanie jakiemuś twierdzeniu dużego prawdopodobieństwa w sytuacji braku pewnej wiedzy – zawsze jest sprawą prywatną, skazaną na dokonywanie się w umyśle każdego człowieka z osobna. Z tego punktu widzenia – owszem – wiara jest sprawą prywatną.

 

Ku uciesze wszystkich można byłoby postawić w tym momencie kropkę i zamknąć rozważania, gdyby nie jeden bardzo istotny szczegół. Otóż człowiek (za wyjątkiem bardzo rzadkich i nienaturalnych sytuacji; nigdy zresztą nie występujących w sposób pełny) – nie funkcjonuje w oderwaniu od publiczności. Człowiek jest istotą społeczną, funkcjonującą w otoczeniu innych ludzi, wywierając na nie wpływ i będąc również pod ciągłym wpływem z ich strony. W takim razie każdy nawet najbardziej intymny i prywatny wybór – będzie też oddziaływać na innych. Nie trzeba długo szukać przykładów: relacja intymna dwójki dorosłych ludzi oczywiście jest (i powinna pozostać) wyłącznie ich prywatną sprawą. Nie mniej gdy w wyniku takiej relacji rodzą się dzieci – trudno już mówić wyłącznie o prywatnej sprawie dwójki tych ludzi. Ich prywatność należałoby w tym momencie rozszerzyć co najmniej na nowo narodzone dzieci, jako że one też w momencie przyjścia na świat zyskują prawo do prywatności. Utworzona w ten sposób rodzina nie jest jednak tworem całkowicie aspołecznym, gdyż funkcjonuje ona w społeczeństwie i poprzez różne instytuty społeczne sama oddziałuje na otoczenie jak i jest obiektem oddziaływania ze strony tego otoczenia. W ten sposób to, co na początku było wyłącznie intymną i całkowicie prywatną sprawą dwójki ludzi – staje się bardzo istotnym z punktu widzenia danej społeczności wydarzeniem. Czy komuś przyjdzie do głowy by temu zaprzeczać?

 

Dlatego poprawnym byłoby twierdzenie, że wiara jest naszą prywatną sprawą, ale skutki czy oddziaływanie tej wiary już prywatnymi nie są, wręcz przeciwnie: mają one dalekosiężne skutki społeczne. By to zilustrować można posłużyć się skrajnym przykładem. Załóżmy, że ktoś z członków naszego społeczeństwa przyjmuje wiarę w boga Azteków Huitzilopochtli (wymawia się mniej więcej jak „Uitcilopocztli”) i postanawia składać mu krwawe ofiary z ludzi. Czy należałoby w tym momencie mówić, że wiara tego człowieka jest jego prywatną sprawą? Oczywiście, dopóki będzie on sobie grzecznie siedział w swoim domu, ostrząc noże i modląc się do Huitzilopochtli, nikomu jego wiara przeszkadzać nie będzie. Jednak jak już postanowi swój akt wiary urzeczywistnić i wywołać społeczne skutki swojej wiary, to raczej zgłosimy w tym momencie szereg obiekcji.

 

A zatem wchodzimy w tym momencie na grunt oceny wiary jak i skutków jej społecznej użyteczności. Nie każda wiara według norm etyki będzie dobra, tak samo jak nie każda – będzie rzeczywiście służyć budowie zdrowego społeczeństwa. Owszem, wiara jest prywatną sprawą każdego z nas, ale prywatnie wyznawana wiara – poprzez system przeważających i szanowanych wartości – tworzy określone środowisko kulturowe, które wręcz rozstrzyga o tym, czy mamy do czynienia ostatecznie ze społeczeństwem cywilizowanym, o przeciętnie wysokim poziomie kultury osobistej poszczególnych członków, czy też mamy sprawę ze społeczeństwem barbarzyńców, w którym większość z nas odnajdywałaby się raczej z trudnością.

 

Nie wolno nam więc stawiać znaku równości pomiędzy poszczególnymi rodzajami wiar. Współczesna Europa została zbudowana dzięki Chrześcijaństwu, w ramach którego najwyższymi (kardynalnymi) cnotami są roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. To są cnoty, które bardzo dużą rolę odegrały w europejskim protestantyzmie i amerykańskim purytanizmie, dając światu najlepiej rozwinięte gospodarki narodowe. W świecie muzułmańskim największą cnotą jest posłuszeństwo względem woli Allaha, co przekłada się na wysoki poziom konserwatyzmu społeczeństw. W Chinach, zanurzonych w tradycji konfucjanizmu, najważniejszymi cnotami są humanitarność, synowska nabożność oraz lojalność: owe powszechnie uznawane cnoty są głównym powodem niesłabnącej roli rządzącej krajem partii o zapędach absolutystycznych. W każdym społeczeństwie wiara większości wywiera niebagatelny wpływ na to, czym dane społeczeństwo na końcu się staje. W tym znaczeniu nie może być złudzeń co do roli wiary w życiu społecznym: to wiara poszczególnych obywateli będąc „jedynie” ich sprawą prywatną, ostatecznie przedefiniuje los i możliwą ścieżkę rozwoju regionów, narodów, kontynentów i całej planety; wpływa na zanurzenie danego społeczeństwa w wolności lub dyktaturze, kreuje dobrobyt lub popiera złodziejstwo, sprzyja postępowi lub doprowadza do upadku.

 

Tak więc czy wiara jest sprawą prywatną? Tak, owszem, jest ona sprawą prywatną. Czy to jednak oznacza, że jest wszystko jedno, w co kto wierzy? Absolutnie nie, jako że prywatna sprawa każdego w systemie społecznym, do którego przynależę, ostatecznie i tak staje się również moją sprawą, sprawą moich dzieci i wnuków. Wpływamy na siebie nawzajem i jeśli zależy nam na naszym wzajemnym dobru, jeśli interesuje nas rzeczywiście jakość naszego życia – to nie udawajmy, że wiara jest czymś mało istotnym, czymś, o czym nie warto mówić, no bo to jest „tylko” sprawa prywatna. Idąc tym tropem to należy zaprzestać mówienia o wszystkim, co jest prywatne: o mojej żonie, moich dzieciach, domu, upodobaniach, preferencjach, wrażeniach z oglądniętego filmu, przeczytanej książki czy odbytej podróży, myśli, która mnie odwiedziła dziś rano pod prysznicem, społeczności, w której mieszkam… Ależ chwileczkę, to są właśnie sprawy, które kształtują całe moje życie! Czy prywatność mojego życia oznacza, że staje się ono jakoś przez to mniej ważne? Czy mówienie przeze mnie o moim własnym życiu, o tym, co uważam za naprawdę ważne dla mnie – jest już faux pas? Może i tak, jeśli przyjmiemy, że to życie nikogo tak naprawdę poza mną nie powinno interesować. Jeśli zgadzamy się na bycie społeczeństwem absolutnych egoistów oraz zatwardziałych ignorantów – to i owszem, trzeba o wierze przestać mówić. No bo w końcu moja wiara jest tylko moją prywatną sprawą, nieprawdaż? ;)