Duch Świąt Bożego Narodzenia

Dziś mniej filozoficznie, a bardziej praktyczna obserwacja. Drodzy, każdy w obecnych czasach, w tym my – nawróceni chrześcijanie – narzekamy na komercję w trakcie Świąt Bożego Narodzenia. I to prawda – tej komercji jest nadmiar, a Duch tych Świąt zdaje się być zdominowanym przez jakieś niekończące się pasmo stresu i gonitwy. Korki pod supermarketami, wyładowane po brzegi wózki z zakupami, godzinne kolejki przy kasach, trąbienie na siebie nawzajem na ulicach, „domykanie tematów” w pracy, przeładowanie obowiązkami, by do Nowego Roku wszystko wyczyścić, zrealizować, spełnić – to jest w tej chwili dla wielu z nas codzienność. Biblijna Marta, krzątająca się po kuchni i nie mająca czasu słuchać nauki Jezusa – to jest dość wierny obraz tego, kim większość z nas w tym okresie się staje. Ale zastanówmy się – kto odpowiada za ten duch komercji, jak właśnie nie my sami? Kto się krząta, jak nie my? Czy naprawdę musimy robić aż 12 potraw na Wigilijny stół? Czy musimy gonić za tymi tonami prezentów, które w większości są bezużyteczne i nikomu niepotrzebne? Dlaczego nie kupimy, jeśli już – dobrą książkę dla każdej drogiej nam osoby, albo po prostu nie umówimy się w rodzinie, że jednak może darujmy sobie gorączkę prezentową, a po prostu pobądźmy i porozmawiajmy razem przy herbatce z dobrą szarlotką czy jabłecznikiem? Dlaczego każdy temat w pracy musi być koniecznie zrealizowany do Nowego Roku – czy naprawdę pewne rzeczy nie mogą spokojnie poczekać, by być ukończonymi w swoim, normalnym tempie? Dlaczego mamy czas by pędzić w super-/hiper-markety, tropiąc mega-/XXL- przeceny i promocje, a nie mamy czasu, by całą rodziną pójść do kościoła i się wspólnie przygotować w duchu na nadejście Słowa, by uczynić siebie pustym, by pozamiatać swoją duszę i faktycznie dostroić nasz wewnętrzny, duchowy odbiornik na falę wyciszenia, uspokojenia, kojącego poczucia miłości, płynącego ze zwykłego bycia razem?

Z powyższego względu bardzo i to bardzo mnie smucą co raz częstsze głosy – nawet wśród rzekomo wierzących braci i sióstr, którzy stwierdzają, że już „nienawidzą tych Świąt”. Jak można nienawidzić Dnia Urodzin własnego Zbawcy? Jak można prawdziwie nie mieć czasu, by się rozkochać w tym okresie, kiedy Światłość wiekuista przezwycięża ciemność tego świata, kiedy przypominamy sobie o tym, czym jest prawdziwa radość serca, pokój ducha, wolność od trosk doczesności?.. Kochani, to od nas – wyłącznie od nas! – zależy, jak my ten okres Świąteczny przeżyjemy i czy faktycznie będziemy go kochać czy nienawidzić. Nie ma tutaj żadnych wymówek i żadnych zewnętrznych czynników, które by na ten wybór mogły w istocie wpłynąć. Niech każdy w swoim wnętrzu pomyśli o własnej odpowiedzialności za to, jak te Święta wyglądają i o tym, czy zrobił wystarczająco ku temu, by mijały one ku czci Jedynego, Najdroższego i Najważniejszego Solenizanta, który to Solenizant – zajmie za chwilę w naczelnym miejscu naszego wigilijnego stołu najważniejsze miejsce, odpowiednie tej roli, którą Jemu przydzielamy w naszym codziennym życiu.

Niech Święta Bożego Narodzenia wypełnią nam wszystkim najdroższe prezenty od naszego Pocieszyciela - miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. A reszta już wtedy sama się poukłada.

Bardzo Was wszystkich gorąco kocham i życzę wszelkich błogosławieństw. Szalom! :)