Ekonomia inkluzywności

Czytam news o tym, że Lufthansa żegna się z tradycyjnym zwracaniem się per „Pan/Pani” w celu uwzględnienia interesów osób niebinarnych. Ta ultra-nowoczesna firma stawia bowiem na inkluzywność używanego w komunikacji z klientami języka.

Zaryzykuję, i będąc w pełni świadomym swojej niepoprawności politycznej, napiszę jednak, co o tym newsie naprawdę myślę. A myślę, że dzięki niemu przewoźnik zarobi stawiając na nowoczesne PR, portal zarobi - dzięki publikacji, FB - dzięki powtórzeniu i komentarzom. Firmy szkoleniowe zarobiły na szkoleniu z języka inkluzywnego dla personelu Lufthansy, menadżerzy w Lufthansie spędzili zapewne mnóstwo godzin na spotkaniach i opracowaniu procedur z inkluzywności, zarabiając na swoje wynagrodzenie, a organizacje pro-LGBT zarobią dzięki kolejnym datkom na swoją działalność… I tylko biedne osoby niebinarne nie zarobią nic, bo tak naprawdę nawet nie są świadome, że można się do nich tak zwracać, by się w ogóle nie zwrócić; a osoby binarne stracą, bo zamiast tradycyjnego zwrotu od teraz nie mają na co liczyć. I moment, w którym 99,7% społeczeństwa traci, podczas gdy 0,2% na siłę coś zyskuje, jest oczywiście bez znaczenia w kontekście tego, że reszta, tj. 0,1% zainteresowanych - zarabia Ot i cała prawda o mechanizmach rządzących tego typu wiadomościami.

P.S.: jeśli ktoś nie wierzy, że właśnie tak to działa, to polecam choćby tę publikację opartą o naukowe badania korzyści, jakie niesie ze sobą ogólne bycie pro-choice: https://www.forbes.com/sites/josiecox/2021/05/24/pride-pays-lgbt-friendly-businesses-are-more-profit...