Jeszcze kilka myśli o Sprawiedliwości i Miłosierdziu

Olśniło mnie ostatnio na Mszy Świętej, że Sprawiedliwość jest nawet ważniejsza, niż Miłosierdzie. Jest tak dlatego, że Sprawiedliwość bez Miłosierdzia jest jak najbardziej możliwa. Natomiast Miłosierdzie bez Sprawiedliwości – jest niemożliwe.

 

Jeśli dla kogoś z Was te słowa są szokujące, to przeprowadźmy prosty eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że przed sądem staje jakiś przestępca, który, dajmy na to, coś bardzo cennego komuś ukradł. Sąd może wynieść takiemu przestępcy sprawiedliwą karę w postaci pozbawienia wolności na kilka lat – i raczej nikomu do głowy nie przyjdzie, by taki wyrok wtedy kwestionować. Każdy uzna, że o ile wina jest udowodniona i bezsporna – konieczną też jest odpowiednia kara. Każdy uzna takie orzeczenie za sprawiedliwe.

 

Załóżmy dla odmiany, że przed sądem staje niewinny człowiek, choć również oskarżony o to samo złodziejstwo. Jednak w trakcie rozprawy sądowej skutecznie udowadnia się jego niewinność, po czym następuje oczyszczenie z zarzutów i uwolnienie niesłusznie oskarżonego. Cóż wtedy powiemy, że sąd miłosiernie takiego kogoś zwolnił? No nie, oczywiście, że nie! Taki człowiek wciąż zostanie uwolniony w myśl sprawiedliwości – bo niesprawiedliwym byłoby, gdyby człowiek niewinny został ukarany.

 

A więc miłosierdzie można okazać tylko wtedy, kiedy sprawiedliwość domaga się kary. Można zwolnić słusznie skazanego na karę, co też się dzieje chociażby wtedy, gdy naczelnik państwa korzysta ze swojego prawa łaski. Innymi słowy – musi istnieć realna wina, by można było okazać miłosierdzie. A zatem najpierw musimy bazować na sprawiedliwości (sprawiedliwym osądzie), a dopiero potem – okazywać miłosierdzie.

 

Powyższe nie dotyczy tylko i wyłącznie sytuacji winy i kary. Każdy, kto głodnego – karmi, spragnionego – poi, nagiego – odziewa, chorego czy uwięzionego – odwiedza a zmarłego – grzebie – musi najpierw móc w ogóle ocenić, że ten ktoś jest głodny, spragniony, nagi i tak dalej. Nie jest żadnym aktem miłosierdzia dalsze karmienie najedzonych czy uporczywe grzebanie żywych. Każda pomoc musi bazować na sprawiedliwej ocenie sytuacji i być adekwatna do właściwie (czyli sprawiedliwie) ocenionej potrzeby.

 

A więc niemożliwym jest być miłosiernym wtedy, kiedy się jest niesprawiedliwym. Ostatecznie miłosierdzie może okazywać osoba wyłącznie sprawiedliwa.

 

Z powyższego względu gdy ktoś zachwyca się Bożym Miłosierdziem, a nic nie mówi przy tym o Bożej Sprawiedliwości, przypomina mi rolnika, który zachwyca się wilgotną glebą, ale nie dostrzega przy tym padającego deszczu; albo rajdowego kierowcę, który cieszy się z jazdy samochodem, nie dbając w ogóle o samochód; albo sportowca, który jest dumny z medalu olimpijskiego, ale zapomina w ogóle o całym wysiłku, który został w zdobycie tego medalu włożony. W skrócie – taki ktoś cieszy się jedynie skutkiem, i nie jest w stanie dostrzec poprzedzającej ten skutek przyczyny. Każdy z nas powie, że taki ktoś jest szaleńcem, no bo kto to widział rolnika, który rozmawia o samej zwilżonej glebie bez oglądania się na deszcz? Albo kierowcę, który opowiada o przebytej jeździe nie biorąc pod uwagę samochód, którym się jechało? Albo sportowca, który się obnosi swoim medalem i już nie pamięta, ile wyrzeczeń ten medal mu w ogóle kosztował? Ależ oczywiste jest, że rolnik będzie z wytęsknieniem oczekiwać deszczu, rajdowy kierowca – będzie się cieszyć na konkretny model samochodu, a sportowiec – głównie myśleć o sposobie swoich treningów! To dlaczego niejeden chrześcijanin mówi tylko o Bożym Miłosierdziu, ale woli nie wspominać nic o Jego Sprawiedliwości?

 

Ludzie, obudźcie się! To Boża Sprawiedliwość poprzedza Jego Miłosierdzie! To Jego Sprawiedliwość umożliwia Mu nasze zbawienie, to w Swojej Sprawiedliwości – Bóg postanowił okazać nam Swoje Miłosierdzie! On doskonale sprawiedliwie ocenił naszą marną i godną jedynie politowania sytuację; On niezwykle trafnie ocenił, że człowiek jest w istocie marnością nad marnościami, pyłkiem, który całkiem sprawiedliwym byłoby jedynie zdmuchnąć z księgi historii Wszechświata i całego stworzenia. Któż by się odważył w takim przypadku Bogu cokolwiek powiedzieć? Czy znalazłby się taki, który uważałby taką Jego decyzję za niesprawiedliwą?

 

I jedynie Boża Miłość spowodowała, że tego „zdmuchnięcia” jeszcze nie było. To dzięki tej nieskończonej Miłości – Sprawiedliwość ustępuje miejsca Bożemu Miłosierdziu. Ale czy znajdzie się w takim razie ktoś, kto by się zachwycał tylko Miłosierdziem? Kto by mówił, że Sprawiedliwość jest w takim razie już nieważna?

 

O, nierozumny! Jeśli nie doceniasz Bożej Sprawiedliwości – to nie zobaczysz też Jego Miłosierdzia. Bo rzeczą niesprawiedliwą jest, byś przyjmował bezcenny dar Bożego Miłosierdzia, którym jest życie wieczne, nie odczuwając nawet potrzeby, by za niego podziękować…

 

Szalom!