Kryzys wieku średniego

Śniło mi się dziś, że podwożę moją niewierzącą, młodszą koleżankę z pracy, i jak to w snach bywa – w dziwny sposób mijałem budynek „A” mojej Alma Mater – Wyższej Szkoły Biznesu-NLU w Nowym Sączu. Patrzyłem na budynek-symbol mojej uczelni z żalem wspominając, jak ukończyłem ją 16 lat temu. Powiedziałem do koleżanki:

 

- Wiesz, co mnie najbardziej i szczerze zdziwiło po osiągnięciu wieku średniego? Że czas tak szybko leci. Prawdę mówiąc, będąc młodym nie sądziłem, że odbędzie się to aż tak szybko. Podróż przez życie wydawała mi się znacznie dłuższą przygodą, dłużącą się i dłużącą… Ale tak nie jest. Całość, która jest za mną, jak się oglądam – w istocie mignęła jak pierwszy semestr na tej uczelni.

 

Koleżanka pokiwała z rozwagą głową, ale wiedziałem, że nic z tego, co powiedziałem, nie rozumie. Żeby to zrozumieć, trzeba chwilę dłużej przeżyć. Młody zawsze z pogardą patrzy na starszego – bo z założenia ma przed nim przewagę. Sam taki całkiem niedawno byłem, wiem doskonale, jak to jest… Nie licząc więc zbytnio na zrozumienie, ciągnąłem dalej:

 

- Ale wiesz, co mnie dziwi jeszcze bardziej? Że patrząc na to, jak szybko czas leci, ludzie pozostają niewierzącymi, że ich serca pozostają zatwardziałe. Bo jak mam pomyśleć, że mi pozostał w najlepszym razie „tylko” jeszcze taki właśnie jeden symboliczny semestr do przeżycia, to nie wyobrażam sobie, jak mogę nie otworzyć się w tej samej chwili na prawdę o życiu wiecznym. Co bym zrobił, gdybym nie wierzył? Przecież w obliczu tego faktu dla człowieka niewierzącego pozostaje tylko czysta rozpacz.

 

Koleżanka tylko głośno wytchnęła i nic nie odpowiedziała.

 

Po czym się obudziłem.

 

No cóż, skoro miewam już takie sny, to chyba zaczął się u mnie już kryzys wieku średniego… :)

 

Szalom!