Materializm a wolna wola

W świecie materialistycznym, zdeterminowanym przez obojętne na wszystko prawa fizyki, gdzie akcja zawsze zakłada ściśle określoną i przewidywalną reakcję, gdzie wszelkie istoty żywe kierują się wyłącznie mniej lub bardziej złożonymi instynktami, mającymi na celu przede wszystkim rozmnożenie własnego DNA – słowo „wolność” w zasadzie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. W takim świecie wolność dotyczy wyłącznie braku ograniczeń dla wyrażenia własnego „ja” przez dowolnego subiekta, ale prawda jest taka, że wszyscy w tym przypadku jesteśmy zaledwie niewolnikami naszych genów, które z kolei są zakładnikami ślepych praw natury. Wizja Wszechświata-maszyny, bezdusznego i obojętnego na wszystkie nasze wysiłki miejsca, w którym nie ma żadnego dodatkowego sensu istnienia – staje się w tym układzie nieuniknioną. Doprawdy podziwiam wszelkie wysyłki ateistów w tym momencie, którzy pomimo takich podwalin filozoficznych w swoim światopoglądzie – robią dobrą minę do złej gry i wciąż próbują mówić o sensie własnego życia. Pytanie o to, czy ludzkość będzie istnieć za sto, tysiąc, miliard lat – nie ma w tym układzie żadnego znaczenia. Dinozaury istniały i przeminęły. Ludzkość istnieje i przeminie. A za sto bilionów lat Wszechświat ostygnie i rozproszy się tak, że zamieni się w absolutnie ciemny, bezgraniczny bulion, w którym tylko zamrożone do absolutnego zera resztki dawno zgasłych gwiazd będą wypełniać kosmiczną pustkę. Rozpacz, nicość, beznadzieja – tyle obiektywnie dostrzegam w takim patrzeniu na świat.

O ileż bardziej zgodną z pojęciem człowieczeństwa jest wizja osoby ludzkiej, obiektywnie dysponującą wolną wolą, pozwalająca na to, by przy pomocy niezależnego od genów rozumu dokonywać wyborów i podejmować decyzje, opowiadać się za złem lub dobrem, kierować wysiłki na osiąganie określonych celów, nawiązywać relacje i kochać. Wizja osoby ludzkiej, stworzonej na obraz wolnego we własnych wyborach Boga, obdarzonej transcendentnymi i przenikającymi materię własnego ciała duchem i duszą. Doskonale wiem, że osoby o materialistycznym poglądzie wykrzywią tylko w tym momencie usta w litościwym uśmiechu i powiedzą coś na temat marzeń lub ucieczki od rzeczywistości… Ale ja o niczym przecież nie marzę i od niczego nie uciekam. Obserwuję siebie oraz bliskie mi osoby i wiem, że jesteśmy istotami wolnymi. Jestem kimś więcej niż określające kształt mego ciała czy mózgu geny – właśnie dlatego, że nie jestem tylko kształtem. DNA w każdej komórce mojego ciała jest wyrazem, jest żyjącym we mnie SŁOWEM – a każde słowo z definicji ma semantyczne znaczenie, jest napełnione sensem. Jeśli tak nie jest, to dlaczego aż tak poróżniliśmy się zdaniami? Dlaczego jedni wybierają beznadzieję, podczas gdy inni – w ślad za św. Pawłem – chlubią się nadzieją? Już sama ta nie dająca się wyjaśnić w sposób naukowy różnica jest dowodem obalającym materializm. I pomimo wszelkich wysiłków by materializm zrozumieć – nie mogę sobie z tym wyzwaniem poradzić. Więc albo materializm jest elitarną koncepcją, na oswojenie której stać tylko nielicznych, albo, - przeciwnie, - jest tak redukcjonistyczny, że aż staje się irracjonalny – absurdalny, zaprzeczający samego siebie.

Ale każdy niech wybiera co chce. W końcu przecież jesteśmy wolni… Czyż nie? :)