O świętości w praktyce

Szalom! Dziś trochę nietypowo, bo z poziomu wyłącznie filozoficznego zejdę do bardziej przyziemnych spraw. W szczególności muszę się dziś ponownie zmierzyć z tematem świętości. Nader często spotykamy się z bronieniem lub przesadnym popieraniem nauk niektórych świętych czy też reprezentowanych przez nich doktryn. Czy św. Ludwik przesadnie nawoływał do szerzenia kultu Maryi, czy też nie? Czy św. Augustyn mylił się, gdy mówił o predestynacji człowieka? Czy św. Jan Paweł II błądził ze zbyt daleko idącym ekumenizmem względem największych religii światowych? A jednakowoż kontrowersje wokół tych nauk i poglądów w swym czasie nie przeszkodziły uznać wymienione osoby za święte.

Kochani, święty – nie znaczy nieomylny. Co więcej - święty – nie znaczy bezgrzeszny! Święty – to znaczy oddany Bogu. Tylko i aż tyle. Święty przy tym też może się mylić i grzeszyć. Każdy z nas – o ile jest ochrzczony, nie żyje w grzechu ciężkim, przystępuje do sakramentów, uznaje zbawienie za cel życia, jest nastawiony na poszukiwanie prawdy w tym, co robi na co dzień a przede wszystkim – kocha Boga i swoich bliźnich, jak siebie samego – jest święty! Kościół nigdy nie twierdził, że lista świętych jest zamknięta czy ograniczona, i że tylko jakieś osobliwe procedury w Watykanie po zakończeniu życia mogą doprowadzić do nadania świętości.

Nie tak dawno 1. listopada wspominaliśmy w modlitwach Wszystkich Świętych – zarówno tych znanych, ale głównie i przede wszystkim – tych nikomu już teraz nieznanych, całkowicie zapomnianych. Również teraz żyje wśród nas ogromna liczba świętych a pewnie jeszcze większa ich liczba – niechybnie zmierza ku świętości. Nie wiem, jaki odsetek ludzi ostatecznie będzie zbawiony. Ale wiem na pewno – że każdy zbawiony w przyszłości już teraz, - z punktu widzenia wieczności, - może być uznany za świętego.

Dlatego rozgraniczmy, proszę, w naszych dyskusjach pojęcie świętości od nieomylności. A już tym bardziej – nie doszukujmy się w sobie nawzajem od razu demoniczności w przypadku różnicy zdań! Przecież aktywne poszukiwanie prawdy z definicji skazuje nas na liczne błędy. Gorszą mnie, doprawdy, niektóre dyskusje w środowisku chrześcijan w Polsce ostatnimi czasy na różne teologiczne tematy. Czy zwiedzeni.pl mają rację atakując Marcina Zielińskiego za jego rzekomo demoniczny u podłoża charyzmatyzm? Czy ks. Dariusz Olewiński ma rację demaskując rzekomo „kłamliwego” Mikołaja Kapustę? Czy liczni tradycjonaliści „broniący” wiary mają rację atakując frywolny styl dominikanina o. Adama Szustaka? Tych przykładów jest więcej – nie sposób nawet się doszukać wszystkich. Charyzmatycy atakują tradycjonalistów, tradycjonaliści atakują reformatorów i tak dalej. Duch wojny zdaje się nie opuszczać nas ani na chwilę – gdzie nie spojrzę, dostrzegam jakąś wymachującą szabelkami duchowymi grupkę ludzi.

Podzielę się jednak z Wami tym, co wiem na pewno. Otóż Marcin Zieliński, czy też Mikołaj Kapusta, czy też o. Adam Szustak, czy wiele innych odważnych, charyzmatycznych i godnych poszanowania osób, trudniących się zawodowo apologetyką i szerzeniem słowa Bożego – nie działają w złej wierze. Jeśli jest inaczej – to proszę to udowodnić! A te wszystkie nagonki i górnolotne stwierdzenia skazujące jednoznacznie te wszystkie trochę „nietypowe” w swym stylu osoby na bycie synami diabła – właśnie to zakładają. Kochani! Przecież Kościół od początku szukał drogi i od początku był zróżnicowany. Czy to jest powód do kłótni? Tym czasem mam wrażenie, że gdy św. Paweł napisał w I liście do Koryntian „Bracia moi! Powiadomili mnie o was ludzie Chloe, że są wśród was spory.”, zaraz potem dodając retoryczne: „Czy Chrystus może być rozdzielony?” (1 Kor. 1:11, 1:13), to napisał zwrot, który ze względu na swój uniwersalizm możemy stosować dwa tysiące lat później nawet nie zmieniając specjalnie kontekstu ani szyku zdań. Jak to jest w ogóle możliwe? Dlaczego członki Jego świętego ciała wciąż popadają w głupotę pychy i próbują zwalczać siebie nawzajem? Czyż to nie jest trochę śmieszne, że ręka próbuje udowodnić nodze, że ta nie ma racji będąc nogą, bo należy być ręką?

Drodzy, absolutnie nie możemy zawłaszczyć prawdy. Prawda należy do wszystkich w takim samym stopniu i nikt nie może mieć na nią monopolu. Któż mógłby zawłaszczyć Boga? Analogicznie świętość jest absolutnie darmo darowana łaską naszego umiłowanego Boga nam wszystkim. Szanujmy się nawzajem – nie dlatego, że jesteśmy tacy wspaniałomyślni, ale dlatego, że nasi bracia i siostry w wierze są po prostu członkami ciała Chrystusa – należącymi do Jego ciała w takim samym stopniu jak i my. Możemy mieć różne sposoby ewangelizacji, nasza geneza oraz styl bycia w Kościele są za każdym razem odmienne i mocno zindywidualizowane. Ale wszyscy mamy wykonywać – najczęściej zupełnie odmienne funkcje i w zupełnie odmienny sposób – na Jego chwałę i ku Jego czci. Rozmawiajmy ze sobą wymieniając zdania. Pozostawajmy otwarci, a nie zamknięci. Szukajmy prawdy w oparciu o Słowo Boże. Ale to nie jest cel naszego życia! Naprawdę – my już mamy łaskę zbawienia do nas skierowaną i zasadniczo przecież przyjętą. Jako chrześcijanie - my już mamy wszyscy dar wiary. Jako mniej lub bardziej aktywni członkowie Kościoła – my już jesteśmy zaangażowani w dzieło szerzenia Ewangelii. No to już zmieńmy w końcu sposób myślenia i popatrzmy, błagam, na to wszystko z punktu widzenia korzyści dla chwały Pana, a nie z punktu widzenia naszego własnego. Nie będziemy nieomylni, ani bezgrzeszni – to fakt. Ale nie pozwólmy, by ten fakt był podstawą do utraty naszej, tak drogą ceną zdobytej świętości!

I jeszcze jedno, na sam koniec. Gwoli ścisłości przypominam, że jeśli ktoś jest już święty, to będąc napełnionym przez Ducha Świętego z pewnością będzie też obfitował w Jego owoce, czyli miłość, radość, pokój, cierpliwość, życzliwość, dobroć, wierność, łagodność oraz opanowanie. Jeśli ktoś tych darów w swojej misji, działalności lub życiu codziennym nie dostrzega – no to cóż… może więc nie do końca jest taki święty, za jakiego się uważa? Mam jednak dla Was również dobrą nowinę: każdy, kto będzie w ufności i z miłości zabiegał o łaskę oczyszczenia własnego serca i napełnienia go Duchem Świętym, temu Pan nasz z pewnością nie odmówi. Idę właśnie o to się dla siebie i nas wszystkich pomodlić. 

Pokój Wam wszystkim w ten listopadowy wieczór, drodzy bracia i drogie siostry w Chrystusie! Shalom!