O przyczynach wojny Rosyjsko-Ukraińskiej

Dlaczego Rosja atakuje Ukrainę? Jaka jest prawdziwa przyczyna obecnie trwającej wojny? Odrzucając oficjalne cele o rzekomej potrzebie demilitaryzacji i denacyfikacji Ukrainy – których to słów nawet sami Rosjanie w większości nie rozumieją – to cele tej wojny są niezrozumiałe, mgliste i trudne do wytłumaczenia, szczególnie dla obywateli krajów Zachodu. Wśród Polaków wciąż przeważa zdziwienie: kto by to pomyślał, że w XXI wieku takie zachowanie jest możliwe, że to zupełnie bez sensu, że Putin oszalał, że to przecież wbrew rosyjskim gospodarczym interesom... Samym zdziwieniem jednak sprawie się nie pomoże. Wytłumaczenie jest konieczne, choćby z racji konieczności prognozowania dalszego rozwoju sytuacji.

Przesłuchałem liczne wywiady z rosyjskimi jeńcami. Wysłuchałem oryginalnych wypowiedzi Rosjan na ulicach rosyjskich miast. Śledziłem przemówienia Putina oraz czytałem jego uzasadnienie w pseudo-historycznym artykule z sierpnia zeszłego roku. Znam też narrację historii zawartą w podręcznikach Związku Radzieckiego. Ale znam też historię Ukrainy. Wiem, co wygadują rosyjscy propagandyści na oficjalnych rosyjskich kanałach. I prawda wydaje się być okrutna, choć i prosta zarazem. Która to prawda dotyczy samego początku istnienia obu narodów i przenika ich wzajemne relacje na przestrzeni ostatnich dziewięciuset lat...

Otóż twierdzę, że przyczyną tej wojny jest kryzys tożsamości narodu rosyjskiego. Kryzys ten trwa już co najmniej od… 1149 roku, kiedy to Jerzy Dołgoruki, jako potomek Włodzimierza II Monomacha władającego Rusią Kijowską, po raz pierwszy zaatakował Kijów, jako stolicę Rusi Kijowskiej, istniejącej wtedy już od prawie 300 lat. Jest to istotne, by rozumieć, że pomiędzy Rusią Kijowską a Moskwą jest prawie 300 lat różnicy w dziejach. Źródłem kryzysu jest więc permanentne dążenie do tego, by zawładnąć Rusią Kijowską, przywłaszczając sobie jej historię i by udowodnić swoje rzekomo słowiańsko-kijowskie korzenie, które to cele właśnie używając przemocy realizowane są od przeszło dziewięciuset lat przez kolejnych władających najpierw Rusią Włodzimiersko-Suzdalską (1157-1389), Wielkim Księstwem Moskiewskim (1389-1547), Carstwem Moskiewskim (1547-1721), Imperium Rosyjskim (1721-1917), Związkiem Radzieckim (1917-1991) oraz współczesną Federacją Rosyjską (od 1991 roku). To dlatego od samego początku tak ważny jest dla władców moskiewskich tytuł „całej Rusi”, którym oni usiłują tytułować siebie od zarania historii. I to dlatego nazywają siebie od zawsze „starszym, bratnim, słowiańskim narodem”, a Kijów – „matką miast ruskich”.

Większość zawodowych historyków (w tym rosyjskich i radzieckich: Michaił Łomonosow (1711-1765), Nikołaj Karamzin (1766-1826), Siergiej Sołowjow (1820-1879), Kostiantyn Biestużew-Riumin (1829-1897), Wasilij Kluczewski (1841-1911), Michaił Pokrowski (1868-1932), Siergiej Platonow (1860-1933)) wskazuje na słowiano-fińskie korzenie współczesnych Rosjan, którzy jako grupa etniczna ukształtowali się w czasie Księstwa Moskiewskiego na bazie takich plemion jak Meria (lud fiński), Muromcy (lud fiński), Mieszczera (lud wołżańsko-fiński), Galindowie (plemię bałtyckie), Wiatycze (plemię słowiańskie), Maryjczycy (lud fiński). Słowiańskie korzenie Rosjan są więc delikatnie rzecz ujmując nieco połowiczne. Owszem, słowiański wpływ na kształtowanie się Rosjan jako etnosu jest niezaprzeczalny. Z drugiej strony jeśli podejdziemy do sprawy obiektywnie – to nie ma mowy o tym, by rzeczywiście uważać Rosjan za odwiecznie słowiański naród, tak jak Polaków, Czechów czy Chorwatów.

Ktoś by powiedział – no i co z tego? Mamy sobie takie korzenie jakie mamy, cóż w tym złego? Przykładowo, współcześni Ukraińcy również ukształtowali się na bazie plemion słowiańskich (zamieszkujących tereny Galicji i Wołynia), ale i sarmackich (tereny południowo-wschodnie Ukrainy). Jednakowoż „mieszane” pochodzenie współczesnych Ukraińców wcale im nie przeszkadza. Niestety, takie postawienie sprawy jest dla Rosjan wielką obrazą. Dla Rosjan krytyczne ma znaczenie własnej tożsamości jako wielkiego imperium, które wiedzie prym na wszystkich terenach, do których historycznie rości sobie prawa. To dlatego Putin uparcie mówi, że Ukraińcy i Rosjanie są przecież jednym narodem. To dlatego Putin przypomina, że współczesna Ukraina jest „tak naprawdę sztucznym tworem”, utworzonym przez bolszewików z Leninem na czele. To dlatego Rosjanie tak naprawdę nie uznają niepodległości Ukrainy i szczerze się dziwią, że nikt ich teraz na Ukrainie nie wita z otwartymi ramionami. Przecież jeśli jesteśmy jednym narodem, to jak może być tak, że oni do nas strzelają? Rosjanie po dziesięcioleciach propagandy, mając bardzo jednostronne patrzenie na historię, szczerze nie rozumieją, że Ukraińcy naprawdę nie są ani „młodszym bratem” (w rzeczywistości jest wręcz przeciwnie – wystarczy pojechać do Soboru Mądrości Bożej w Kijowie, by przeczytać w języku ukraińskim (!) oryginalne napisy jeszcze z X wieku); ani sztucznym tworem (bo świadomość etniczna Ukraińców jako Rusinów znana jest już od XIII wieku); ani tym bardziej – częścią „rosyjskiego świata”, który od zawsze stanowił zagrożenie dla niepodległej Ukrainy.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej przedstawiam kilka mało znanych w Polsce wycinków z historii relacji narodów zamieszkujących współczesną Rosję oraz Ukrainę:
- 1169 rok – splądrowanie Kijowa przez Andrzeja Bogolubskiego za to, że nie odziedziczył księstwa w Kijowie; historycy są zgodni, że po raz pierwszy w dziejach doszło wtedy do poczucia odrębności etnicznej między dwoma narodami; rosyjscy historycy nazywają Andrzeja Bogolubskiego przez to dokonanie „pierwszym w dziejach wielkorosem”;
- Litewsko-Moskiewska wojna w latach 1487-1494 – pierwsza wojna z Wielkim Księstwem Litewskim za władanie spadkiem kijowskim; wojna rozpętała się po tym, jak historyczne ziemie Rusi Kijowskiej zostały częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego;
- druga Litewsko-Moskiewska wojna w latach 1512-1522 – powód ten sam, co w poprzednim punkcie; wojna zakończona między innymi dzięki zwycięstwu hetmana Konstanty Ostrogskiego w bitwie pod Orszą w 1514 roku;
- wojna Polsko-Moskiewska w latach 1609-1618, angażująca znaczne siły Rusinów (czyli Ukraińców);
- Moskiewsko-Ukraińska wojna w latach 1658-1659, zakończona zwycięską bitwą hetmana Iwana Wyhowskiego pod Konotopem;
- Moskiewsko-Ukraińska wojna w latach 1660-1663, prowadzona równolegle do polsko-rosyjskiej wojny w latach 1654-1667;
- Moskiewsko-Ukraińska wojna prowadzona przez hetmana Piotra Doroszenkę w latach 1674-1676;
- Północna Wojna w Ukrainie w latach 1708-1712 hetmanów Iwana Mazepy oraz Pyłypa Orłyka;
- 1775 rok – likwidacja przez Rosjan Siczi Zaporoskiej;
- 1855 rok – kijowska kozaczczyzna w trakcie wojny rosyjsko-tureckiej;
- lata 1917-1922 – wojna Ukraino-radziecka (w tym udział wojsk URL w bitwie nad Wisłą);
- lata 1941-1953 – wojna UPA przeciwko radzieckiej władzy na Ukrainie Zachodniej;
- 2014-2022 – aneksja Krymu i wojna na Wschodzie Ukrainy;
- od lutego 2022 – inwazja Rosji na Ukrainę.

Warto oczywiście też wspomnieć, że okresy „pomiędzy” tymi wojnami tak naprawdę permanentnie były związane z uciskiem, prześladowaniami i masową eksterminacją ludności ukraińskiej urządzanymi przez Rosjan. Warto wspomnieć chociażby kilkadziesiąt uchwał carów oraz imperatorów rosyjskich zabraniających języka ukraińskiego na terenach podwładnych Rosji; czy też 25 tysięcy kozaków zamordowanych nieludzkimi umowami pracy przy budowie Petersburga w latach 1703-1720; liczne prawa zabraniające nauki w języku ukraińskim; rozmontowywanie ukraińskiej oświaty, prześladowania za druk książek w języku ukraińskim; zakazy wyjazdów przez Ukraińców do Europy; kolonialna eksploatacja zasobów; świadome doprowadzenie do bankructwa ukraińskich przedsiębiorstw w XIX wieku… że nie wspomnę o straszliwych zbrodniach sowietów na terenie Ukrainy, takich jak głodomór, prześladowanie, rusyfikacja, deportacja na Syberię, denacjonalizacja, wykorzystywanie Ukraińców w trakcie II Wojny Światowej (40% żołnierzy Armii Czerwonej to byli Ukraińcy) czy w Afganistanie, które to rzeczy wszystkie razem kosztowały Ukraińców w samym XX wieku kilkadziesiąt milionów ofiar.

Nie chcę przez powyższe powiedzieć, że Ukraińcy są bez skazy i bez winy, i że tylko cierpieli wskutek takiego a nie innego sąsiedztwa. Nie mniej faktem jest, że konflikt Ukraino-Rosyjski jest konfliktem już prawie tysiącletnim i ma charakter zasadniczy. Co gorsza, zwykle toczy się na terytorium ziemi należącej do etnicznych Rusinów/Ukraińców. Dla Rosjan podporządkowanie Ukrainy własnym interesom jest kwestią potwierdzenia własnej tożsamości; dla Ukraińców z kolei jest to pytanie o to czy być czy też nie być. Spór ten więc można rozstrzygnąć tylko w trzech przypadkach:
- masowego ludobójstwa i eksterminacji ludności ukraińskiej z następną asymilacją niedobitków w naród Rosyjski; scenariusz ten jest mało realny z racji braku technicznej możliwości fizycznego zniszczenia 40-milionowego narodu we współczesnej Europie;
- zmiana świadomości samych Rosjan i uświadomienie sobie swojej etnicznej słowiano-fińskiej odrębności, z postępującą demokratyzacją myślenia, docenieniem wolności, pozwoleniem innym narodom na samostanowienie; scenariusz ten jest mało prawdopodobny z racji egzystencjalnego zagrożenia dla istnienia Rosji, która w przypadku takiej zmiany myślenia sama musiałaby się rozpaść na liczne państewka;
- kontynuacji wojny w tej lub innej postaci, która to wojna miałaby szansę ewentualnie na chwilowe zatrzymanie w momencie osłabienia Rosji, jak to miało miejsce za czasów demokraty Borysa Jelcyna (które to czasy były dla Rosji raczej wyjątkiem, niż regułą).

Czego więc spodziewać się w przyszłości? Myślę, że warto spodziewać się kontynuacji wojny. Zarówno bowiem obecna wojna będzie długa i wykańczająca dla obu stron, jak i przyszłe wojny nie zapowiadają się na łatwe i krótkotrwałe, tym bardziej, że aktualnie konflikt ten wpisuje się w geopolityczne interesy wielkich mocarstw. Ukraina ma szansę ostać się jako państwo tylko w przypadku maksymalnego wzmocnienia swoich sił, „izraelizacji” swojego położenia, nauczenia się żyć w warunkach permanentnego zagrożenia ze strony północnego sąsiada. Z kolei dla Rosjan jedynym rozwiązaniem obecnego konfliktu jest jego kontynuacja, nawet gdyby kosztowało to jeszcze kolejne dziesiątki albo i setki tysięcy ludzkich żyć. Niestety więc nie widzę w tym przypadku łatwego rozwiązania.

Niezależnie od powyższego warto studiować własną, niezakłamaną i nieupiększoną historię i warto mieć pokój we własnym sercu z własną tożsamością. Jest to jedyna droga ku temu, by umieć cieszyć się tym, kim się jest, bez konieczności wtrącania się w sprawy innych. W przeciwnym razie kompleksy, urażona duma i nędzne aspiracje nie dadzą pokoju ani narodowi, który takie uczucia żywi, ani narodom, względem których są one żywione…

Toteż życie wszystkim pokoju – i to przede wszystkim we własnym sercu. Bo jak będzie się mieć pokój we własnym sercu, to inni wokół też go na pewno doświadczą.

Szalom! :)