O Synodzie 2021-2023

Co myślę o obecnie trwającym XVI Zwyczajnym zgromadzeniu ogólnym synodu biskupów 2021-2023 (zwanego dla uproszczenia Synodem)? Myślę, że jego założenia i cele są dość mgliste. Jedno, co szczególnie rzuca mi się w oczy, to fakt, że ten Synod w spektakularny sposób zrównuje formułę Słuchania Słowa Bożego ze Słuchaniem Ludu Bożego. I powiem szczerze, zadziwia mnie to bardzo, gdyż nie rozumiem, dlaczego nakaz „Słuchaj, Izraelu” (Pwt 6,3), ma się w ogóle zamienić w „Słuchajcie Izraela”(co by wynikało z dokumentów przygotowawczych do Synodu). Dziwi mnie to tym bardziej, że, na ile wiem, rolą nadzwyczajną Kościoła od wieków było właśnie nauczanie. Całe Magisterium Kościoła bazuje na „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody…” (Mt 28, 19), a nie na „Idźcie i wsłuchujcie się we wszystkie narody”. To z kolei wynika zdecydowanie z tego, że „Lud mój wydany jest na zgubę, bo mu brakuje poznania.” (Oz 4, 6), a nie z tego, że „Lud mój wydany jest na zgubę, bo mu brakuje bycia wysłuchanym”. Jednym słowem – cały Lub Boży zawsze był w pozycji słuchającego Słowo, a nie go wypowiadającego. I doprawdy nie wiem, po co mielibyśmy to fundamentalne założenie zmieniać. Od kiedy to najlepszą drogą do nauczania jest wsłuchanie się w głos tych, których się uczy? Ciekawe, co by było, gdyby tego typu podejście ogłoszono w naszych szkołach, uniwersytetach czy politechnikach? Całkiem możliwe jest, że zobaczymy coś na końcu tej drogi synodalnej i że kwestia ta rozjaśni się dla mnie na podstawie dokumentów posynodalnych. Aktualnie jednak, o ile mój głos szeregowego katolika ma być w ogóle wysłuchany – to nawołuję ku temu, by ograniczać tego typu post-modernistyczne inicjatywy, które również wewnątrz Kościoła wywołują jedynie konsternację i brak zrozumienia.