O umiejętności akceptacji prezentów

Wyobraźcie sobie, że jesteście dłużni komuś sporo pieniędzy. Następnie ten ktoś przychodzi i nie dość, że całkowicie umarza ten dług, to jeszcze proponuje Wam wielokrotnie większą kwotę w prezencie, absolutnie nie oczekując niczego w zamian, z czystej miłości. Jaka będzie Wasza reakcja? W takiej sytuacji ludzie wybierają głównie spośród pięciu możliwych scenariuszy postępowania:

  1. nie przyjmują prezentu do chwili spłacenia długu (wtedy, jak im się wydaje, postępują zgodnie z zasadami, podczas gdy w rzeczywistości stawiają siebie na pierwszym miejscu względem wierzyciela i podejmują decyzję o sposobie postępowania z jego pieniędzmi zamiast niego. Pozornie taka reakcja pozwala im się „dowartościować” i nie odczuwać siebie takim zupełnie zwykłym, lecz bardzo honorowym dłużnikiem);
  2. nie przyjmują prezentu, woląc skupiać się na innych zajęciach, unikając kontaktu z wierzycielem (wtedy, jak im się wydaje, zajmują się dużo bardziej właściwymi w danej chwili sprawami; motywy postępowania są wtedy jednak podobne do tych z pierwszego punktu, często uzupełnione dodatkowo o awersję do niezrozumiałej hojności, pożądliwość, zazdrość itp.);
  3. usiłują zagarnąć prezent siłą niczym rabusie, kierując się nienawiścią (którą w tej lub innej formie łatwo jest odczuwać wszystkim „ciemiężonym” dłużnikom względem właściciela ich długu);
  4. zuchwale przyjmują prezent, bezczelnie wykorzystując przy tym rzekomą naiwność wierzyciela (wtedy, jak im się wydaje, są zdecydowanie bystrzejsi od wierzyciela);
  5. przyjmują prezent z wdzięcznością i radością, odwzajemniając ten gest przy pierwszej sposobności wszelkimi dostępnymi środkami, nawet jeśli odwzajemnienie będzie niewspółmierne do otrzymanego prezentu.

W relacjach z Bogiem jest podobnie. Jesteśmy Mu dłużni bardzo dużo, lecz On w swoim Miłosierdziu chce nam nie tylko odpuścić ten dług, ale też dać w prezencie tysiąckrotnie większą wartość, całkowicie darmo. Pewne jednak jest, że w sytuacji, gdy nasze rzekome „zasady”, kamuflujące jedynie naszą własną dumę, nie pozwolą przyjąć prezentu, to ostatecznie zostaniemy z niczym. Podobnie kiedy skupimy swoją uwagę na doczesności, to prezentu nie otrzymamy, skazując się jedynie na smutek. Jeśli pozwolimy przejąć nad sobą kontrolę nienawiści lub będziemy grzeszyć zuchwalstwem – gniew Boga będzie absolutnie sprawiedliwą i uzasadnioną reakcją. Ostatecznie tylko postawa pokory i promieniującej z czystego serca wdzięczności pozwala otrzymać upragnione zbawienie. Właśnie tak rozumiem przypowieść Jezusa o królu, który sprawił wesele swojemu synowi: „1) Jezus odpowiedział im znowu w przypowieściach: (2) Podobne jest królestwo niebieskie do człowieka-króla, który wyprawił wesele swojemu synowi. (3) I wysłał swoje sługi, aby wezwali zaproszonych na wesele. Ale oni nie chcieli przyjść. (4) Wysłał jeszcze raz inne sługi, mówiąc: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem ucztę, utuczone woły zabite, i wszystko gotowe. Przybywajcie na wesele. (5) Lecz oni nie dbając o to odeszli: jeden na swoje pole, a drugi do swego kupiectwa. (6) Pozostali zaś ujęli przemocą jego sługi, znieważyli je i pozabijali. (7) Rozgniewał się król i wysławszy wojska zgładził owych zabójców, a miasto ich spalił. (8) Potem mówi swoim sługom: Wesele wprawdzie gotowe, ale zaproszeni nie byli godni. (9) Wyjdźcie więc na skrzyżowania dróg i zaproście na wesele wszystkich spotkanych. - (10) Słudzy wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których spotkali, i złych, i dobrych. I sala napełniła się biesiadnikami. (11) A kiedy król wszedł, aby przyjrzeć się biesiadnikom, ujrzał tam człowieka, który nie przywdział odświętnego stroju. (12) I mówi: Przyjacielu, jak wszedłeś tutaj bez weselnego stroju? - On zamilkł. (13) Wtedy król powiedział usługującym: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go stąd w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (14) Bo wielu jest wezwanych, lecz mało wybranych. Oddajcie Bogu, co Boże.” (Mt 22:1-14).