Ogień Bożej Miłości

Wszystko, co nie jest Bożą Miłością, spłonie w ogniu Bożej Miłości.

 

Wszystko, co jest egoizmem i przywiązaniem do rzeczy materialnych, ziemskich, zapewniających poczucie komfortu – spłonie w ogniu Bożej Miłości.

 

Wszystko, co nie jest zachwytem nad Bożym pięknem, mądrością, porządkiem, naturą, - spłonie w ogniu Bożej Miłości.

 

Bo tak jak płomień nie może spalić inny płomień, tylko z nim się łączy, tak też Boża Miłość nie spała Bożą Miłość w innym stworzeniu, a jednoczy się z nią.

 

Bo tylko Boża Miłość ostatecznie porusza wszystko i jest sednem wszystkiego, sprawcą każdego istnienia. Boża Miłość jest powodem istnienia wszystkiego. Dlatego to, co ostatecznie nie wywodzi się z Jego Miłości – już nie istnieje.

 

Sąd ostateczny dlatego będzie zanurzeniem w ogniu, że będzie to niczym nie powstrzymywany ogień Bożej Miłości. Dlatego rozmiłowany w Bogu będzie się radować w tym dniu – bo zjednoczy się z Tym, Kogo pragnie. Reszta natomiast będzie przerażona, bo będzie doskonale wiedzieć, że za chwilę spłonie, jak wysuszona trawa w ogniu Jego sprawiedliwej Miłości.

 

Każdy z nas jest zainfekowany egoizmem, majętnością, konsumpcjonizmem, posiadaniem. Żyjemy w czasach skrajnego egoizmu, kiedy człowiek jest tym, co posiada, a nie tym, czym jest. Ma się nie tylko rzeczy w szafach i na półkach; ma się nie tylko nieruchomości, samochody, lokaty, udziały i akcje; ma się też żony i mężów, dzieci i wnuki. Ma się tytuły, czas, ma się miłość, wiarę, nadzieję, zdrowie, prawdę i życie. A nawet Boga się próbuje mieć. Zwróćcie uwagę, jak ubogi jest nasz język pod kątem tego, by zwyczajnie być i podziwiać resztę stworzenia oraz Samego Stworzyciela poprzez bycie, a nie posiadanie. Paradoks polega na tym, że my wszystko mamy – i prawie w ogóle nie jesteśmy. A język przecież jedynie odzwierciedla myśli i ruchy duszy, werbalizuje to, co leży na sercu. Język nie jest czymś istniejącym osobno od nosiciela.

 

Pytanie więc brzmi – gdy zetkniemy się z ogniem Bożej Miłości, co w nas ostoi? Gdy zabierze się nam wszystkie „mam”, to czy zostanie jeszcze jakiekolwiek „jestem”? Czy przychodząc na ten świat ponownie, Jezus znajdzie tutaj jeszcze żywą wiarę, składającą się z poczucia wdzięczności do Boga, zachwytu Bogiem, utęsknienia za Bogiem, pragnienia Boga? Bo jeśli tych rzeczy w sobie nie odnajdujesz, albo jest ich w Tobie jak na lekarstwo, to wiedz, drogi czytelniku lub czytelniczko, że właśnie popełniłeś(-aś) zasadniczy błąd w swoim życiu i dotychczasowy czas zmarnowałeś(-aś) na to, by mieć, a nie być. Nawróć się więc im prędzej! Kontempluj, rozważaj, módl się o łaskę gorliwej miłości do Boga, by nie bać się spłonąć w Bożej Miłości, tylko by nią zapłonąć! Bo gdy miłujemy Boga, miłujemy też całe Jego stworzenie. Pierw jednak jest Miłość do Boga, a później – cała reszta. Tylko Miłość Boża się liczy. Tylko ona na końcu zostanie.

 

Szalom! :)