Pół sekundy w czyśćcu

Dziś w nocy obudziłem się nagle, siadając na łóżku, zdyszany, odczuwając przez pół sekundy to, co czuje dusza w czyśćcu. Może był to skutek upału, a może trudność ze złapaniem oddechu od chrapania (które czasem mi się zdarza po zaśnięciu w stanie skrajnego zmęczenia) – trudno powiedzieć. Ale tak czy siak przez owe pół sekundy, w chwili, póki mózg jeszcze nie był przebudzony ale też już nie spał – miałem wrażenie, że oto właśnie umarłem z bezdechu i jestem już w wieczności.

Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy w związku z tym – było uczucie głębokiego żalu o to, że nie kochałem Boga i wszystkich w moim otoczeniu tak mocno, jak należy. To było okropne uczucie. Nie bałem się w tej jednej chwili śmierci, bólu, rozłąki z najdroższymi. W ogóle nie myślałem o pracy czy innych równie „ważnych” sprawach tego świata. Serce ścisnął mi jedynie niewyobrażalny żal połączony ze smutkiem, że zbytnio się koncentrowałem na sobie. Że miłość, którą powinienem odwzajemniać i rozlewać wkoło – tak często zatrzymywałem w sobie. Że grzeszyłem w zasadzie tylko jednym - brakiem żarliwej miłości do Boga i do bliźnich. Że nie szukałem przebiegle sposobów – tak samo, jak się je szuka chociażby zabiegając o sprawy doczesne – by działać tylko z miłości do Boga. Zawaliłem na wieczność – bez możliwości zmiany przeszłości. Zmarnowałem tak znaczną część swojego życia!.. Płacz od rozpaczy i zgrzytanie zębów z bezsilności – oto jest tragiczny koniec każdego egoisty.

W miarę jak się uspokajałem, uczucie bladło, zagłuszane przez cały ten konstrukt wymówek, który niczym ciągle budowana wieża Babel – ma za zadanie wynieść nas do Nieba i przepędzić uczucie marności czy wyrzutów sumienia. Ale wspomnienie o tym nocnym lecz jakże rzeczywistym koszmarze pozostało. Tak, drodzy, wymówki ma każdy z nas. I każdy z nas dopóki żyje - będzie próbował się tłumaczyć, racjonalizować, zasłaniać się tym, że „przecież wszyscy tak żyją”, „że nic złego nie zrobiłem(-am)”, „jestem przecież dobrym człowiekiem”, „jakoś sobie trzeba w życiu radzić”, „że potrzebuję więcej czasu” i tak dalej i tak dalej – w nieskończoność. Ale zapewniam Was – każdego z nas dopadnie chwila stanięcia oko w oko z czystym, niczym niezagłuszanym sumieniem. I ono, będąc głosem Boga w nas – cicho lecz stanowczo zada tylko jedno pytanie: czy kochałeś, czy kochałaś?

Kochani, świadczę z całą siłą, potwierdzam z całą mocą, na jaką tylko jestem zdatny, jako żywy świadek tego uczucia – będziemy sądzeni nie za złe uczynki. Będziemy sądzeni też nie za dobre uczynki. Będziemy rozliczani tylko i wyłącznie z odwzajemnionej miłości do Boga oraz z aktywnej miłości do bliźnich. Pierwsze dwa przykazania – by miłować Boga i by miłować bliźniego – to są tylko (lub aż) wyłączne zapisy, co do których będziemy się odnosić w wieczności. Cała reszta – z tych dwóch wypływa, i nie ma żadnego innego miernika wartości naszego życia.

I nie mów sobie teraz w sercu, droga czytelniczko lub drogi czytelniku – że no i fajnie, ale masz jeszcze czas. No właśnie nie masz już czasu! Skąd masz pewność, że dziś w nocy nie „obudzisz się do wieczności” tak samo jak ja? Tyle że nie na pół sekundy, a już na zawsze? A ten czas, który jeszcze Tobie pozostał – jest Ci dany tylko po to, by go wykorzystać na wypełnienie swojego serca Bogiem, który jest Miłością. Ten czas już jest aktem Miłosierdzia – to już jest dar nieskończenie łaskawego Ojca. Innego nie będzie. Po śmierci nie będzie żadnej przemiany Ciebie w kogoś innego – nie będzie ani zmiany na lepiej ani na gorzej. Takim(-ą), jak teraz, w takiej relacji z Bogiem jak teraz – będziesz na wieczność. I to wszystko. Napawa Cię to radością? Czy raczej czujesz przerażenie? Jeśli jest choćby ślad strachu – to znaczy, że jeszcze nie poznałeś(-ąś) Boga, nie stanąłeś/stąnęłaś w prawdzie o sobie, nie jesteś w stanie być z Nim. „W miłości nie ma bojaźni, lecz doskonała miłość usuwa bojaźń, ponieważ bojaźń powstaje z powodu kary, a kto się boi, nie kocha doskonale.” (1 J 4:18). Jeśli więc się boisz, tak samo jak ja się bałem dziś w nocy – to znaczy, że musisz z całych sił prosić Boga o łaskę przemiany Twojego serca – już tu i teraz. Już teraz jesteśmy dziećmi Bożymi lub dziećmi diabła – i już teraz sami siebie doskonale potrafimy osądzić. Wystarczy jedynie dopuścić do głosu własne sumienie. Nie traćmy ani sekundy – błagam! Dajmy Panu możliwość nas ożywić, by lęk opuścił nasze serca na zawsze.

Szalom!