Paradoksy współczesności

Żyjemy w czasach ogromnych paradoksów. Są to czasy, w których filozofia przy pomocy umysłu zaprzecza jego realnemu istnieniu. Są to czasy, w których prywatna opinia cieszy się lepszą ochroną i większym szacunkiem, niż obiektywna prawda. Są to czasy, w których mamy piękne, zabytkowe kościoły, wypełnione dziełami sztuki, z pustymi w trakcie nabożeństw ławkami. Czasy, kiedy największym zmartwieniem progresywnej, nastawionej na konsumpcję ludzkości jest rozmiar węglowego śladu, który pozostawi się po sobie kolejnym, nastawionym na konsumpcję potomkom. Kiedy większość tęskni do przyszłości, liczni tęsknią za przeszłością a prawie nikt nie żyje teraźniejszością. Kiedy zwierzę w schronisku bardziej nas rozczula, niż osierocone dziecko. Czasy, kiedy co raz częściej żyjemy w przeludnionych miastach, w największym w historii stopniu chorując na depresję będącą wynikiem dotkliwej samotności. Czasy, kiedy większy wzrost gospodarczy kraju pogłębia nierówności w dochodach poszczególnych obywateli. Czasy, kiedy mamy nieograniczony dostęp do informacji, a równocześnie mamy największy deficyt wszechstronnie wykształconych intelektualistów. Czasy, kiedy sprzęty domowe oszczędzają nam maksymalnie dużo czasu, którego nam bardziej niż kiedykolwiek brakuje. Czasy, kiedy najszybsze w historii samochody najczęściej poruszają się w najwolniejszych w dziejach korkach. Kiedy z łatwością mogąc zapewniać największą trwałość i jakość, mamy najkrótszy cykl życia produktu. Czasy setek czy nawet tysięcy przyjaciół w sieci społecznościowej oraz prawie całkowity brak takowych w realnym życiu. Czasy niewiarygodnej nadprodukcji dóbr materialnych oraz ogromnego deficytu miłości. Kiedy miliony prawdomównych milkną, pozwalając zabierać głos garstce kłamców. Czasy niebywałego technologicznego oraz naukowego postępu i trudnego do wyobrażenia społecznego oraz duchowego zacofania.

Niektórzy mówią, że to skutek oddalenia się od Boga, szerzącego się neopogaństwa, idolatrii i zwrócenia się ku różnego rodzaju nieosobowym bóstwom takim jak: humanizm, stawiający w centrum człowieka; kapitalizm, stawiający w centrum gospodarkę; ekologizm, stawiający w centrum naturę; racjonalizm, stawiający w centrum rozum; empiryzm, stawiający w centrum naukę… I to prawda, że odchodząc od Boga człowiek wciąż pozostaje osobą wierzącą, zwracającą się ku różnego rodzaju tego typu ideom i bożkom. Musimy w coś wierzyć, bo inaczej nic nie ma sensu. Bezsens w życiu czyni nas jedynie biologicznymi maszynami – jedzącymi, sypiającymi, uprawiającymi seks, rozmnażającymi się, pijącymi i konsumującymi – wyłącznie po to by na końcu w każdym indywidualnym przypadku umrzeć pod tym samym niebem: cienką, niebieską wstążką, oddzielającą nas od obojętnego na wszystkie wysiłki, bezkresnego kosmosu.

Jednak taka obserwacja choć łatwa do udowodnienia na polu socjologicznym – nie wyjaśnia dlaczego w ogóle owo odejście od Boga się dokonuje. Poza tym osobiście nie lubię określenia „neopogaństwo” stosowanego do oznaczenia opisywanych trendów. Pełen pokory i czci względem niezrozumiałego świata poganin nie jest tym samym człowiekiem, co zadufany w swojej technologicznej, nowoczesnej „potędze” post-modernista. Poganie byli podatni na ewangelizację właśnie dlatego, że ich serca były otwarte na transcendencję, istnienie rzeczywistości ponadnaturalnej, która nadaje sens ich życiu. Post-modernistę interesuje przede wszystkim hedonistyczne zaspokojenie swoich potrzeb (jakkolwiek rozumianych – również „duchowych”). Przecież materializm oraz nauka wszystko już wyjaśniły, nieprawdaż? Wiemy, czym jest DNA, jak wyglądają najbardziej skomplikowane procesy tworzenia białek, podziału komórek, potrafimy rozczepić atomy oraz okiełznąć światło. Świat nie jest w tej chwili tajemniczy, a przez to serce człowieka napełniło się wiarą w samowystarczalność. Poza tym zgodnie z podstawowym założeniem wszechogarniającego utylitaryzmu – jeśli coś nie jest potrzebne, to nie ma po co się tym zajmować. A Bóg zdaje się właśnie takim jest. Nie zaspokaja potrzeb według widzimisię, stawia jakieś dziwne wymagania, ogranicza roszczącą sobie prawo do wszelkiego zadowolenia naturę. Dlatego Bóg jest niepotrzebny. Serce współczesnego człowieka nie jest w ogóle pogańskim – jest zatwardziałe, zamknięte, pełne pogardy. Co najwyżej jest zabobonne i zatroskane tym, by pozostawać „nowoczesnym”, karmiąc się podrobami pochodzącymi z umysłów nowożytnych, zwariowanych filozofów, uprawiających całkowicie oderwaną od rzeczywistości filozofię. To nic, że w związku z tym powstają nawet domy w stylu „dowolnym”, ze schodami prowadzącymi donikąd. Świata nie interesuje, że nawet takie domy muszą stać na fundamentach, szanujących prawa fizyki, które to fundamenty nie można wykonać w stylu dowolnym. Najważniejsze, że forma przekracza przez stulecia mozolnie wypracowaną treść, że mamy do czynienia z niecodzienną ekspresją, widowiskiem, nonszalancją.

Dlatego widzę, że po odejściu od Boga świat po prostu zwariował. I dlatego właśnie, niczym pacjent w zakładzie psychiatrycznym, świat jest pełen przerażających paradoksów. Z jeden strony taki zwariowany organizm wciąż musi się odżywiać, ale z drugiej – kto powiedział, że musi używać w tym celu sztućców lub jakichkolwiek innych artefaktów wytworzonych przez kulturę? Z jednej strony wciąż musi szanować prawa natury, a z drugiej strony – kto mu zabroni wspinać się po schodach prowadzących donikąd? Szalony człowiek nie panuje nad sobą, odgrywa dowolnie podsuniętą mu przez umysł rolę, biegnie sam nie wiedząc po co i jak, jest nieobliczalny i nietrwały w swoich wyborach. I właśnie na taki stan świata wskazują przytoczone na początku dzisiejszego postu paradoksy.

Dlatego śmieszą mnie ataki nowożytnych niewierzących na Boga. Czym mnie chcą przekonać? Tym właśnie zwariowanym światem? Tymi płonnymi nadziejami na ludzką wszechmoc? Czczą wiarą w ludzkie możliwości? Płytką miłością do samych siebie? „Rzekł głupi w sercu swoim: „Nie ma Boga”. Dopuszczają się czynów występnych, przewrotnych i haniebnych, nie ma nikogo, kto by czynił to, co dobre. Bóg spogląda z wysokości na synów człowieczych, by zobaczyć, czy jest [pośród nich] ktoś rozumny, który by szukał Boga.” (Ps. 53:2-3). I właśnie takiej rozumności wszystkim pomimo wszystko życzę.

Szalom! :)