Prawda w zdaniu prywatnym

Spotkaliście się ostatnio z tym, że prywatność zdania jest wykorzystywana do usprawiedliwienia błędu w przedstawianym fakcie? Ktoś mówi coś w stylu: „moim prywatnym zdaniem, podkreślam – moim prywatnym zdaniem – 2 + 2 = 5”. Przy takim podejściu mamy do czynienia z trzema błędami w jednym zdaniu. I oto dlaczego.

 

Otóż po pierwsze, przedstawienie faktu – jakiegoś twierdzenia na temat rzeczywistości – który jest niezgodny z tą rzeczywistością – jest oczywiście fałszem. Skoro 2 + 2 = 4, a nie 5, to mówimy o błędzie poznawczym (ontologicznym). Nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii.

 

Po drugie ktoś, kto tak mówi, przedstawia fakt w ten sam sposób, w jaki przedstawia się dowolną subiektywną opinię – dajmy na to, że sylwetka danego modelu samochodu jest ładna, albo że owo ciastko jest smaczne. Mylenie faktów (które są obiektywne i weryfikowalne) z opiniami (które są subiektywne i trudne do sprawdzenia) – to częsta przypadłość naszych czasów.

 

Natomiast trzeci błąd jest najtrudniejszy do wykrycia, choć moim zdaniem jest przeto najgroźniejszym. Otóż gdy ktoś tak mówi, jak w przykładzie, to zakłada, że skoro zdanie jest prywatne, to nie wolno go podważać, jako że każdy przecież ma prawo do prywatnego zdania. Poza tym przecież „każdy ma swoją prawdę”. Dlatego kiedy zaprzeczysz prywatnemu zdaniu, to zapewne jesteś dogmatykiem i fundamentalistą, który nie umie prowadzić dialogu i nie potrafi słuchać drugiej strony. A skoro tak, to zapewne jesteś wrogiem wolności. A co jest przewidziane dla wrogów wolności? Słusznie. Brak wolności. Bo „wolność dla wszystkich prócz wrogów wolności”, jako słynne hasło z czasów Rewolucji Francuskiej – jest dziś ze szczególną lubością odmieniane przez liberalnych intelektualistów na różne sposoby. Zauważmy, że wolność w tym podejściu oznacza dowolność. A prawda w tym podejściu w ogóle przestaje mieć znaczenie. Kto by się tam przejmował, że 2 + 2 = 4, a nie 5. Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy wolni sądzić, cokolwiek chcemy.

 

Remedium na powyższe znajdujemy oczywiście w samej rzeczywistości. Załóżmy, na przykład, że maksymalny obliczony ciężar dla fundamentu danego domu wynosi 1000 ton. Jeśli inwestor bazując na swoim prywatnym zdaniu postanowi wznieść na tym fundamencie konstrukcję, która tę wagę dopuszczalną znacząco przekracza – to wolno mu to zrobić, czy nie? Jeśli nie, to przecież to jest ograniczenie wolności! No i brak poszanowania do prywatnego zdania. Inwestor, bazując na prywatnym zdaniu (i przy użyciu własnych pieniędzy), ma prawo do swojej wersji prawdy, czyż nie? Oczywiście nie musimy brnąć dalej w ten absurdalny przykład. Wiadomo, że taki dom, który zostanie wzniesiony z brakiem szacunku do architektonicznej prawdy o nim samym, po prostu się zawali. Wolność to nie to samo, co dowolność. Wolność jest w obrębie danej rzeczywistości, a nie wbrew niej.

 

Uczulam więc, by nie mieć względu na prywatne zdania. Jeśli ktoś będzie się przy tym obrażać; twierdzić, że się go „traktuje z buta”; że nie ma się do niego szacunku i tak dalej i temu podobne – to niech tak też czyni, ma do tego prawo. Można i należy mu spróbować wyjaśnić, że szacunek należy się każdej osobie, bez względu na to, czy błądzi, czy nie. I że każdy ma prawo do prywatnych opinii – ale nie do prywatnych faktów. Prawda nie jest zależna od tego, czy ktoś ją wygłasza w trybie prywatnym, czy publicznym. A wolność – wynika z prawdy, a nie jest celem samym w sobie.

 

Życzę więc wszystkim życia w Prawdzie. I w wolności. Szalom! :)