Prawo a żądanie na przykładzie adopcji dzieci przez pary homoseksualne

Jednym z argumentów środowisk pro-LGBT na korzyść adopcji dzieci jest fakt, że przecież nie każde małżeństwo jako takie – ma dzieci. Logika jest taka: skoro nie każde małżeństwo (jako związek mężczyzny i kobiety) – ma dzieci, i związek homoseksualny – nie ma dzieci, to jeśli związek heteroseksualny może mieć dzieci, to i związek homoseksualny – też może je mieć. Stawiamy znak równości i już. Czy słusznie?

Nieuczciwość tego rozumowania kryje się w podmianie prawa żądaniem. Otóż małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny – zgodnie z naturalną koleją rzeczy fizycznie (i pod warunkiem pełni zdrowia) MOŻE, ale NIE MUSI mieć dzieci. Jest to naturalne prawo do posiadania dzieci. Natomiast środowiska pro-LGBT z kolei doskonale wiedzą, że związek osób tej samej płci fizycznie NIE MOŻE, ale – zgodnie ze stawianym żądaniem – MUSI mieć prawo do dzieci. Jest to nienaturalne żądanie, a nie naturalne uprawnienie. Ściśle rzecz ujmując - może-lecz nie musi (1) to zupełnie nie to samo, co nie może-lecz musi (2). W przypadku (1) mówimy o naturalnej opcji – z której ludzie mogą skorzystać, lecz nie muszą. W tym przypadku nie ma przymusu. W przypadku (2) mówimy o nieodzwierciedlonym w naturze żądaniu, które wszyscy muszą uwzględnić. Jest tutaj wyraźnie zarysowany element przymusu (względem reszty społeczeństwa, państwa oraz adaptowanych dzieci).

Zresztą dzieje się tak zawsze, gdy podmieniamy uprawnienie na żądanie. Proszę zwrócić uwagę, że z uprawienia zawsze mogę lub nie muszę korzystać jako człowiek. Na przykład, jako obywatel RP mam uprawnienia do spowiadania dowolnej religii, prowadzenia działalności gospodarczej, wolności słowa i tak dalej. Przy korzystaniu z tych uprawnień nie naruszam wolności społeczeństwa, państwa czy osób trzecich, bo nie odbywa się to niczyim kosztem. Natomiast jeśli na przykład żądam minimum kilku tysięcy złotych miesięcznie nawet jeśli nie pracuję; jeśli żądam mieszkania, nawet jeśli za niego nie zapłaciłem; jeśli żądam samochodu, nawet jeśli nie stać mnie na jego zakup – to czym to się różni od żądania mieć dzieci, nawet jeśli fizycznie nie mogę je mieć? Za każdym razem ktoś mi musi to wszystko dać – i żeby tak było, musi najpierw sam to posiąść. Zasiłek – wypracować w ramach działalności gospodarczej, mieszkanie – wybudować, samochód – wyprodukować, a dzieci – urodzić. Innymi słowy – w przypadku korzystania z uprawnień, to ja pracuję i ponoszę odpowiedzialność. W przypadku żądania – to ktoś inny pracuje i jest odpowiedzialny.

Powyższego nie zmienia absolutnie to, że wszystkie wymienione „darmowe prawa” nazwiemy prawem do godnego życia, prawem do dachu nad głową, prawem do swobodnego przemieszczania się czy prawem do posiadania dzieci. To są tylko i wyłącznie wyniosłe hasła, które przykrywają czyjąś roszczeniowość. Zapewnienie tych wszystkich pseudo-„praw” – wcale nie czyni z nich prawdziwych uprawnień.

Albowiem prawo dotyczy człowieka wolnego, posiadającego możliwość i ponoszącego odpowiedzialność. Żądanie natomiast paradoksalnie prowadzi do ograniczenia wolności, wynaturzenia możliwości oraz zmniejszenia odpowiedzialności. Dlatego tak zwane „prawo” par homoseksualnych do posiadania dzieci jest w istocie odejściem od wolności w kierunku autorytaryzmu: w tym konkretnym przypadku – w kierunku dyktatu mniejszości seksualnej w zakresie adopcji dzieci.

A zatem nie jest prawdą, że adopcja dzieci przez homoseksualistów jest naturalnym uprawnieniem. Jest bezprawnym żądaniem, zakamuflowanym pod prawa człowieka.