Przepraszanie za nieswoje winy

Polityka budzi sporo emocji, religia – jeszcze więcej, ale zdecydowanie najwięcej emocji wzbudza pomieszanie religii z polityką. Jednym z przykładów na takie pomieszanie jest sprawa szkół-internatów w Kanadzie, w których w ramach polityki asymilacji ludności lokalnej, często w skrajnie uciążliwych warunkach, kształcono całe pokolenia lokalnych ludów. Spór dotyczący zbrodni, które tam niewątpliwie miały miejsce, toczy się głównie wokół osi: czy w ogóle zbrodnie miały miejsce, czy też nie; czy były „masowe groby”, czy też ich nie było; czy winien jest Kościół, czy państwo; jaki jest rzeczywisty wymiar popełnionych zbrodni; kto konkretnie może za nie odpowiedzieć; w jaki sposób zadośćuczynić ofiarom i tak dalej. Tomasz Terlikowski, adresując część adwersarzy tego sporu stwierdził ostatnio tak: „zamiast rozmywać odpowiedzialność, zamiast pocieszać się myślą, że nie było masowych mordów (co w ogóle nie wchodzi w zakres zarzutu) warto po prostu spojrzeć prawdzie w oczy. I jasno przeprosić. A także zadać sobie pytanie, czy nadal nasze chrześcijaństwo nie jest skażone kulturowym imperializmem, przekonaniem o zachodniej supremacji i pogardą dla innych kultur.”.

Otóż chcę w związku z tym powiedzieć, że nie jest w porządku, gdy zmusza się mnie do przepraszania za nie moje winy. Jakkolwiek w obliczu Pana Boga wszyscy jesteśmy winni, bo każdy zgrzeszył, jednak nie jest prawdą, że każdy z nas musi być winien wszystkiemu. Dlatego wbrew narracji współczesnych lewicowych środowisk - nie czuję się winny za grzechy zachodniego kolonializmu. To, że tamtejszy Kościół brał w tym udział i dał się instrumentalnie wykorzystać w kolonialnej polityce państwa - jest grzechem tamtego Kościoła. Za który tamten Kościół (a także odpowiedzialni zwierzchnicy) mają przepraszać. Dosyć ma każdy swoich win. Nie róbmy, proszę, obłudy, nie klękajmy bałwochwalczo w stylu "BLM sorrow" na potrzeby aktualnej lewicowej polityki w krajach anglosaskich i pokutujmy za swoje grzechy, które przecież też nie są małe. Czy komuś w Kanadzie przyjdzie do głowy by przepraszać za Buczę? Albo za tragedię na Wołyniu? Albo za eksterminację Ujgurów? Oczywiście, że nie. I to jest zdrowe - bo nie ma co przepraszać, jak się nie jest w tym konkretnym działaniu winnym. Można i trzeba współczuć, pomagać, nieść pomoc łagodzącą cierpienie. Ale miłosierdzie bazuje na sprawiedliwości, - w przeciwnym razie staje się kpiną.