Sawanna filozoficzna. Pamflecik.

Rozum ludzki ma tę cechę, że potrafi sam siebie zauważyć. Ponieważ istnienie rozumu u ludzi wydaje się być celowym, wyjaśnienia domaga się zarówno jego geneza (skąd się wziął?) jak i przeznaczenie (po co istnieje?). Jako że na te pytania nie ma odpowiedzi ze strony nauk ścisłych, które zajmują się kwestią rozumu w stopniu bardzo ograniczonym (tj. ograniczając jego rolę do roli narzędzia poznania innych, ciekawszych cech otoczenia), odpowiedzi udziela filozofia. Dzisiejsza myśl filozoficzna zna cztery podstawowe rodzaje filozofów, które próbują z tym zagadnieniem się zmierzyć, a nam – zwykłym, rozumnym śmiertelnikom, - pozostaje tylko wybrać, z którym z nich się utożsamić. Poniżej charakterystyka współczesnych grup filozofów rozważających istnienie rozumu ludzkiego w pigułce:
  1. Ateiści. Według ateistów rozum dziedziczymy od małp, a mamy go po to, by wygrać walkę ewolucyjną z innymi gatunkami. Teza o tyle ciekawa, że stan współczesnej ekologii naszej planety zdaje się ją wszelako potwierdzać, podczas gdy inne gatunki powoli rzeczywiście odchodzą w niebyt. Argumenty ateistów tak czy siak odwołują się do niewiarygodnego zbiegu okoliczności; ludzi umiejących się z tym faktem pogodzić ogłasza się za dobitnie oświeconych i mądrych, a cała reszta podlega wyśmianiu. Przewodniczą temu nurtowi myśli filozoficznej tacy uczeni i publicyści jak Richard Dawkins, Sam Harris, Victor Stenger, Lewis Wolpert czy Daniel Denett – a rdzeń ich argumentacji (i sposób jej przedstawienia) ma w sobie coś doprawdy małpiego.
  2. Agnostycy. Wzorują się na „wiem, że nic nie wiem” Socratesa. Według agnostyków poznanie tego, skąd się wziął ludzki rozum jest w świetle obecnego stanu wiedzy po prostu niemożliwe. Bohatersko wolą umrzeć w niewiedzy, niż samych siebie pod tym względem okłamywać. Do wybitnych przedstawicieli tego nurtu w czasach współczesnych można zaliczyć Alberta Einsteina, Ludwiga Wittgensteina, Edwina Hubble’a. Ponieważ własna postawa nie udziela jednak agnostykowi wyjaśnienia ani skąd się wziął jego rozum, ani jakie jest jego przeznaczenie, ogólnie więc przypomina ona strusia z głową schowaną do piasku. Gdy niebezpieczeństwo zadawania tak trudnych pytań mija, struś wyciąga głowę z piasku i wtedy dalej zajmuje się swoimi strusimi, znacznie bardziej namacalnymi sprawami.
  3. Deiści. Utrzymują, że nierozumna materia martwa – nie mogła zrodzić żywą materię rozumną, stąd też poprawniej jest założyć, że rozum dziedziczymy od Boga, a nie od małpy. Równocześnie odrzucają objawienie Boga w naszym świecie i wszelki autorytet religijny, twierdząc, że własna obserwacja Wszechświata wystarczy ku temu, by upewnić się, że został on stworzony przez nieosobowy Byt istniejący poza Wszechświatem oraz posiadający iloraz inteligencji znacznie przewyższający ilorazy inteligencji indywidualnych deistów. Do ciekawych przedstawicieli Deizmu należały pod koniec swojego życia Antony Flew oraz Raymond Fontaine, jako że pierwszy pozostawił na rzecz deizmu ateizm, a drugi – teizm, spotykając się w swoistym geście kompromisowym właśnie na ziemi deistycznej. Postawą filozoficzną przypominają nosorożców, którzy zapatrując się w raz odkrytą prawdę w postaci własnego rogu na nosie, rzadko dostrzegają coś poza nią (nosorożce mają bardzo słaby wzrok). Stanowią jednak bardzo niebezpiecznego przeciwnika zarówno dla ateistów jak i agnostyków, gdyż są w stanie zmaltretować swoim rogiem-prawdą każdą małpę lub każdego strusia, którzy nieopacznie staną im na drodze. Dla tych ostatnich, w przypadku spotkania nosorożca, jedynym sposobem uniknięcia smutnego losu od wielu dziesięcioleci pozostaje ucieczka.
  4. Teiści. Podobnie jak deiści wierzą w Stwórcę Wszechświata i rozumu ludzkiego, używając podobnej argumentacji na rzecz istnienia Boga. Natomiast dodatkowo mają bardzo dobrze rozwinięty słuch, dlatego nasłuchując własnego rozumu i Wszechświata – wyłapują w nim również treści przekazywane przez samego Boga, zwane objawieniem. Dzięki temu twierdzą, że są w stanie poznać Boga osobowego, co więcej – utrzymują, że sam Bóg chce się dać wszystkim poznać, gdyż jest bezgraniczną Dobrocią i Miłością. Niestety, osobnikom ze znacznie słabszym słuchem nawoływanie Boga osobowego nie wiele wnosi, przez co mają Go w nosie przynajmniej do chwili, póki nie przychodzi jakaś katastrofa, poprzez którą Bóg do nich zwraca się już nie szeptem, lecz krzykiem. Taki krzyk z reguły jest już dobrze słyszalny, co znajduje wyraz w słynnym powiedzeniu „jak trwoga, to do Boga”. Wracając jednak do samych teistów – można by ich porównać do owieczek, które znajdując Prawdę w postaci objawionego zielonego pastwiska, skupiają się głównie na tym, by być sobie rozumną owcą i zjadać swoją trawkę, nasłuchując przy tym głosu Pasterza. Podobno nic im wtedy już do szczęścia więcej nie potrzeba, bo raz wykorzystawszy własny rozum do tego, by na wymarzone przez wszystkich pastwisko trafić, za nic w świecie nie chcą już z niego schodzić. Nie zwracają przy tym żadnej uwagi na małpie wyśmieszki, strusie dziwactwa lub krótkowzroczność nosorożców.
W związku z powyższym – pozostaje tylko życzyć całej filozoficznej sawannie obfitego w ciekawe dysputy i odkrycia życia, co też niniejszym czynię :)