Sprawa drugiego policzka

Szalom! Odkryliśmy ostatnio w rozmowie z przyjaciółką, że fraza „… jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu drugi” z pewnością jest jedną z najczęściej cytowanych z Biblii. Równocześnie mam wrażenie, że narosło wokół tego fragmentu bardzo duże nieporozumienie, które warto wyprostować. W tym celu najpierw przypomnijmy sobie cały fragment: „Słyszeliście, że powiedziano: "Oko za oko, ząb za ząb". A Ja wam powiadam: Nie zwalczajcie [zła] złem! Lecz jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu drugi. A temu, kto chce procesować się z tobą i zabrać ci suknię, oddaj także płaszcz. A jeśli ktoś zmusza cię do jednego tysiąca [kroków], idź z nim dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć” (Mt 5 38:42). Fragment opisujący to samo pouczenie Jezusa u św. Łukasza wygląda następująco: „A wam, którzy Mnie słuchacie, mówię: Kochajcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą. Dobrze mówcie o tych, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was zniesławiają. Temu, kto uderzy cię w jeden policzek, nadstaw drugi, a temu, kto zabiera ci suknię, nie odmawiaj też płaszcza. Daj każdemu, kto cię prosi, i nie żądaj zwrotu od tego, kto zabiera twoją własność. Tak postępujcie z ludźmi, jak byście chcieli, aby oni postępowali z wami” (Łk 6, 27:31).

Otóż mniemam, że szatan dołożył fenomenalnych wręcz starań, by większość współczesnych na podstawie cytowanego fragmentu zaczęła sądzić, że słowa Jezusa wskazują na konieczność bycia uległym względem zła. Pomogło mu w tym również niezbyt fortunne tłumaczenie w najbardziej popularnych wersjach Biblii, takich jak Biblia Tysiąclecia, w której zamiast cytowanego przeze mnie z Biblii Poznańskiej „Nie zwalczajcie [zła] złem!” przeczytamy „Nie stawiajcie oporu złemu”. I to bez względu na fakt, że w całej Biblii jest wiele miejsc, w których wprost przeciwnie bezwzględnie zaleca się złu przeciwstawiać (np. Ef. 6:13, Rz. 12,21)... Ba, przecież cała historia biblijna jest niczym innym jak opisem przezwyciężania zła przez dobro! Jak można w tym kontekście uznawać, że uległość wobec zła jest postawą chrześcijańską?

Skoro spora część zamieszania wynika z tłumaczenia, zobaczmy, jak ten fragment brzmi w oryginale. Greckie „μη αντιστηναι τω πονηρω” dokładnie oznacza „nie przeciwstawiaj się nikczemnej osobie (niegodziwcowi)”, jako że „πονηρω” w różnych odmianach w Biblii właśnie wskazuje na nikczemne i niegodziwe osoby lub czyny (stąd „złemu” w Biblii Tysiąclecia oznacza w tym miejscu złą i nikczemną osobę, a nie zło jako takie). Poza tym w analizowanym fragmencie z pewnością nie jest mowa o sytuacjach, zagrażających zdrowiu lub życiu. Nadstawienie drugiego policzka (w trakcie policzkowania) stoi w tym samym rzędzie, co procesowanie się o suknię, przejście zbędnych tysiąca kroków, modlenie się o tych, co nas przeklinają itp. Naczelną regułą, przyświecającą w tym miejscu jest postępowanie z innymi w taki sposób, jakbyśmy chcieli, by postępowano z nami – jako że to jest jeden z najwierniejszych sposobów na przerwanie spirali zła.

Innymi słowy, w tym konkretnym fragmencie chodzi o nikczemności „powszednie”, jeśli można tak powiedzieć, a nie o zło „pospolite”. We współczesnych warunkach, przykładowo, – wystarczy jeśli pomodlimy się o bezpieczeństwo kogoś, kto nas podciął na drodze (zamiast bardziej „naturalnego” dla nas w takiej sytuacji przeklinania lub pokazywania różnych nieprzyzwoitych gestów); „podarujemy” komuś dług, który dla nas w zasadzie jest małoistotny dla życia (zamiast dopominać się o niego); grzecznie wpuścimy kogoś chamsko wpychającego się do kolejki w sklepie (zamiast agresywnie kogoś w tym momencie pouczać); wykonamy jakieś słuszne polecenie czy też przeprosimy, nawet jeśli ktoś zwrócił się do nas przy tym niegrzecznie (zamiast się „usztywnić” i nie zrobić czegoś słusznego – byle komuś zrobić na złość); z dystansem zażartujemy z jakiejś niezręcznej sytuacji, w której nas ktoś chcący czy niechcący postawił (zamiast przejść na obelgi) i tak dalej. Postępując tak, najzwyczajniej w świecie nie będziemy drobiazgowi, a zło zadławi się sobą już na początku, nie osiągając dalszego rozwoju. Moje stosunkowo niewielkie doświadczenie życiowe pokazuje, że we wszystkich podobnych sytuacjach konfliktowych podążanie za własnym egoizmem i pilnowanie własnego honoru – niczego nie zmienia. Sporo więcej można zyskać, świadomie schodząc tym wszystkim nikczemnościom czy niegodziwościom z drogi, tak jak na dzieci samego Boga przystało. Powinniśmy sobie cenić naszą godność znacznie więcej, niż chęć odczucia chwilowej mrocznej satysfakcji z „pokazania jemu czy jej, kto tu rządzi” – i nie dlatego, że tacy jesteśmy wspaniałomyślni (uwaga na pokusę pychy również od tej strony), lecz dlatego, że owa godność jest własnością Boga – i to o Jego chwałę przede wszystkim dbamy, postępując należycie, a nie o swoją.

Zapomnijcie, więc, o tych wszystkich małomiasteczkowych kłótniach, o tych wielce groteskowych, podszytych mieszczańskim duchem, niekończących się udowadnianiach tego, kto ma rację w błahostkach, które nas na co dzień spotykają. Skupmy uwagę na tym, co naprawdę ważne – a te drobnostki zostawmy samym sobie, przechodząc obok. One nie wartują ani naszego życia, ani naszej uwagi, ani szczególnej troski – gdyż najlepszym sposobem na ich pokonanie jest nierozmieniająca się na drobne miłość.