Szczepionka z linii komórkowej pochodzącej z aborcji?

Ostatnimi czasy rozgorzała ogromna dyskusja na temat tego, czy szczepionka wykorzystana przy użyciu linii komórkowej HEK-293 pochodzącej z dziecka, poddanego aborcji, jest moralnie dopuszczalna. I powiem szczerze, że gdyby ludzie tak gorliwie unikali wszelkiego rodzaju zła, jak w przypadku wykorzystania linii komórek ludzkich do testowania szczepionki na COVID-19, to byłbym bardzo zadowolony.


Jeśli chodzi o wykorzystanie linii ludzkich komórek to trzeba pamiętać, że jest ich mnóstwo. Na przykład, A2EN – linia komórek nabłonka dróg moczowych, wykorzystywana w badaniach wszelkiego rodzaju chorób zakaźnych tego układu. CWR-R1ca - linia komórek raka prostaty, wykorzystywana do poszukiwania metod leczenia tego schorzenia. HOG – linia wykorzystywana w poszukiwaniu metod leczenia chorób neurodegeneratywnych. To są dziesiątki powszechnie używanych linii komórkowych, do kupienia u dystrybutorów odczynników i materiałów dla biologii i biotechnologii – powszechnie stosowanych w celach naukowych i badawczo-rozwojowych. Sporadycznie źródłem tego typu linii są komórki pobrane od dzieci uśmierconych w wyniku aborcji. Pamiętać przy tym należy, skoro mamy z taką linią do czynienia, to swego czasu w komisji bioetycznej uznano, że lepiej jest pobrać tego typu materiał od dziecka abortowanego (które i tak zostało już uśmiercone – bynajmniej nie w celu pobrania linii), niż by pobierać taką linię od dziecka, które ma być donoszone do chwili urodzenia (by nie narażać życie i zdrowie tego drugiego na niepotrzebne ryzyko). Idę o zakład, że obecnie 99% leków i substancji leczniczych, które kupujemy w aptekach – wyprodukowano dzięki temu, że w pewnym momencie ktoś badał wpływ tych leków właśnie na ludzkich sklonowanych (czyli rozmnożonych wegetatywnie) komórkach przy użyciu tej lub innej linii komórkowej, zatwierdzonej tą lub inną komisja bioetyczną po rzetelnych analizach, rozważaniach itd. itp.


Dlatego albo popadniemy w pułapkę skrajnej formy purytanizmu i podobnie jak amisze w ogóle przestaniemy korzystać ze współczesnej technologii by "unikać choćby pozoru zła", albo pozyskamy więcej wiedzy i zdamy sobie sprawę z tego, że czasem wykorzystanie materiału ludzkiego, dostępnego w wyniku czyjegoś grzechu, by wyprowadzić z tego dobro dla reszty ludzkości – nie jest samo w sobie złe.


Bo wiecie, gdyby Bóg działał tak, że "unika choćby pozoru zła" i nie tyka niczego, co ma choćby poszlaki grzeszności, to pewnie od razu dałby sobie spokój z upadłą ludzkością; a już tym bardziej - nie wcielałby się, by zamieszkać wśród grzeszników w celu ich zbawienia.


Doprawdy nie ma więc niczego złego w tym, że naukowcy i lekarze wykorzystują zło, by z niego wyprowadzać dobro. Czy wykorzystanie organów motocyklisty zabitego przez pijanego kierowcę w celu uratowania komuś życia jest złe? Otóż to. Proszę, porzućmy purytanizm. Życie miłością to znacznie więcej niż tylko śledzenie, czy coś jest grzeszne czy nie.