Tożsamość Protestanta

Po ostatnim kontakcie z protestantami, dobitnie zdałem sobie sprawę z tego, że zasadnicza część tożsamości protestanta opiera się o… negowanie tożsamości katolika. Bez katolika protestant nie mógłby być protestantem. Protestancka ewangelizacja w ogromnej mierze opiera się o wszelkiej maści listy typu „50 błędów w doktrynie Kościoła katolickiego”, „100 karygodnych faktów z historii Kościoła katolickiego”, „200 zarzutów do Kościoła katolickiego” i tak dalej i temu podobne. Poza tym przeciwko czemu miałby protestant protestować, gdyby katolicyzm nagle zniknął z oblicza tej Ziemi? I tak oto dotykamy sedna sprawy – że w gruncie rzeczy protestantyzm jest napędzany duchem sprzeciwu wobec zastanego porządku rzeczy. Niestety, taka postawa nie zostawia miejsca do dyskusji. Bo skoro ktoś opiera swoją tożsamość na negowaniu mojej tożsamości, to niestety ten ktoś sam się ogłasza moim wrogiem, a nie przyjacielem.

 

Sądzę, że jedynym sposobem do dialogu i pojednania będzie powrót do dyskusji na temat konkretnych założeń fundamentalnych, stanowiących o wierze chrześcijańskiej. Nie jest bowiem możliwe, by równocześnie funkcjonowały zasady „sola scriptura” jak i nauczanie o Magisterium Kościoła; „sola fides” jak i nauczanie o konieczności poszanowania Tradycji; odrzucenie papiestwa jako kontynuacji apostolstwa versus posłuszeństwo względem Papieża w temacie nauki i tak dalej. Spór powinien mieć na celu poznanie Prawdy, a nie zanegowanie tożsamości drugiego człowieka. Przyjaciele patrzą w jednym kierunku, a nie po sobie nawzajem.

 

W trakcie wymiany zdań nie udało mi się jednak potwierdzić, by Protestanci chcieli w ten sposób postępować. Niestety, nawet przytaczając z Pisma cytaty na poparcie tej czy innej tezy, słyszałem w odpowiedzi tylko, że Katolicyzm to zło. I to dlatego, myślę, Protestantów nazywa się odłączonymi braćmi w wierze. Bo sami się odłączyli i dopóki są odłączeni – w ogóle są odróżnialni dla świata od reszty chrześcijaństwa.

 

Wierzę, że wcześniej czy później wszelki bunt wyparuje, zostawiając nam miejsce na złączenie. Może się bowiem okazać, że wcale nie tak dużo nas dzieli, a znacznie więcej – łączy. Powtórzę jednak to raz jeszcze: będzie to możliwe tylko jeśli będziemy wspólnie patrzeć tylko na Jezusa. Tylko przez miłość do Boga możliwa jest wzajemna miłość między ludźmi.

 

Szalom.