Tradycja versus tradycjonalizm. Krótkie studium przypadku.

Tomasz Terlikowski w ostatnim wywiadzie dla Tomka Samołyka powiedział, że „Tradycja jest żywą wiarą umarłych, a tradycjonalizm – martwą wiarą żywych”. Cytat ten, jakkolwiek świetny retorycznie, nie dawał mi od początku spokoju. Po pierwsze dlatego, że posiadając żywą wiarę i będąc wiernym Tradycji – nie uważam się za umarłego :) Po drugie dlatego, że nie zgadzam się z tym, by ludzi bez wiary nazywać żywymi. Szukając informacji odkryłem, że oryginalnie cytowane słowa wypowiedział niejaki Jaroslav Pelikan, luterański pastor i teolog, który pod koniec życia przeszedł na prawosławie (https://www.google.com/books/edition/The_Vindication_of_Tradition/ZhTPvDdv82AC?hl=en&gbpv=1, rok 1984, s. 65).

Abstrahując jednak od okoliczności związanych z powstaniem tego cytatu i od osobowości autora, myślę, że perspektywa, która pozwala uznać go za godny powtarzania, jest perspektywą wyłącznie doczesną, a stąd – nie do końca chrześcijańską. Jak można bowiem mówić, że Tradycja jest wiarą umarłych? Nawet jeśli żywą? Przecież Jezus Chrystus powiedział, że „Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.” (Łk 20,38). Analogicznie nie ma czegoś takiego jak martwa wiara żywych; bo ci „żywi”, nie mający wiary – z perspektywy wieczności tak naprawdę są martwi. Pamiętacie, jak nasz niebiański Ojciec uzasadnia swoją radość przed starszym bratem w przypowieści o synu marnotrawnym? Używa takich słów: „ten brat twój był umarły, a znów ożył” (Łk 15, 32). Analogicznie Jezus mówi, by „zostawić umarłym grzebanie ich umarłych” (Łk 9, 60), a o faryzeuszach mówi, że są podobni do „grobów pobielanych” (Mt 23, 27) – mając przecież właśnie to na względzie, że życia w sobie nie mają.

Stąd ośmielam się ten cytat doprecyzować do znacznie prostszego: „Tradycja jest wiarą żywych, a tradycjonalizm – wiarą martwych”. Z punktu widzenia Boga nie ma przecież znaczenia, czy ktoś fizycznie jeszcze żyje czy już umarł: jako wierzący wiemy, że Abraham, Izaak i Jakub czy powołujący się na nich Pan nasz Jezus Chrystus (Łk 20,37) aktualnie są zdecydowanie bardziej żywi, niż jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić.

Dlatego i owszem, tradycjonalizm, - rozumiany jako zbiór ideologicznych zasad wyłaniających się z chrześcijańskiej wiary – w istocie nie wiele ma z nią wspólnego. Ale jako chrześcijanie nie potrzebujemy posługiwać się wątpliwej jakości cytatami, by ten fakt sobie lub innym uzmysłowić. Musimy utrzymywać perspektywę wieczności w tym, co mówimy – bo inaczej sami przeczymy własnej wierze.

Szalom! :)

P.S.: Zainteresowanych perspektywą wieczności w patrzeniu na wszelkie sprawy związane z wiarą, odsyłam do wyśmienitej pozycji „The Christian Mind” Harry Blamires’a (https://www.amazon.com/Christian-Mind-How-Should-Think/dp/1573833231). Tak, to kolejny protestancki (a ściślej rzecz ujmując – anglikański) teolog. Niemniej, jak mi się zdaje – on bardzo trafnie zauważył, że nader często teraz popełniamy błąd, polegającym na tym, że ewangelizując świat i wnosząc do niego perspektywę wieczności – tak naprawdę wciąż posługujemy się językiem doczesnym i światowym. Próbujemy z perspektywy świata wytłumaczyć mu naszą perspektywę. To nie ma prawa się udać.