Uświęcenie a grzeszność

Podobnie jak człowiek coraz bardziej się uświęcając, coraz lepiej dostrzega swoją grzeszność, tak też człowiek, co raz bardziej zanurzony w grzechu, co raz bardziej nerwowo reaguje na świętość. Albowiem zbliżając się do światła, coraz lepiej rzuca się w oczy brud. I odwrotnie: zanurzając się w ciemności, co raz bardziej kłuje nam oczy światło. Dlatego jeśli widzimy w sobie smutek z powodu własnych upadków – ucieszmy się, bo Zbawiciel blisko. Natomiast jeśli dostrzegamy w sobie złość na „świętoszkowatość”, „dewocję”, „przesadną pobożność” i tak dalej – to powinniśmy się smucić, bo to znaczy, że nawrócenie nie jest jeszcze dokonane i grzech trzyma nas w swojej niewoli.

Pamiętajmy też, jak powiedział Jezus: „(3) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (4) Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka /tkwi/ w twoim oku? (5) Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.” (Mt 7:3-5). W tym właśnie istotna wskazówka: jeśli szukamy grzeszności przede wszystkim w sobie, to jesteśmy już blisko światłości. A jeśli szukamy grzeszności przede wszystkim w innych, to jesteśmy jeszcze daleko. Analogicznie - jeśli szukamy świętości przede wszystkim w innych, to dobrze. A jeśli szukamy tej świętości w sobie - to marne to zajęcie...

Podsumowując - wypatrujmy przede wszystkim w sobie grzeszności, a w innych - świętości.

Nawracajmy się im prędzej!