Usprawiedliwianie siebie a obwinianie Boga

Obwinianie Boga za spotykające nas w życiu zło jest jak obwinianie lekarza za towarzyszący nam nałóg, policjanta – za dokonane przez siebie zabójstwo, strażaka – za podpalony przez siebie dom, księdza – za popełniony przez siebie grzech… Ogólnie jest to próba przerzucenia własnej winy na kogoś, kto przychodzi z pomocą i prawdą o nas samych. Bo taka jest irracjonalna natura gniewu połączonego z bólem, że dramatycznie szuka on „winnego” poza sobą i nie mogąc go znaleźć – wyładowuje się na byle kim, byle nie na samym sobie. Wynika to z kolei z tego, że znacznie bardziej bolesne jest uświadomienie sobie własnej winy, niż sam ból z niej wynikający; utrata resztek godności we własnych oczach jest bowiem podobna do śmierci – a tej zdecydowanie chcemy uniknąć. Dlatego dla wielu lepiej jest niesprawiedliwie kogoś oskarżać i dalej żyć tak, jakby winy nie było, niż zmierzyć się z prawdą o samym sobie. Kurczowe trzymanie się własnej upadłej tożsamości z wypieraniem własnej winy i przerzucaniem jej na innych – to jest po prostu desperacki akt zachowania swojego starego „ja” w obawie przed jego całkowitą utratą.

Problem tylko w tym, że prawdę przez ten mechanizm nie da się zmienić, nie da się przed nią uciec i ona tak czy siak nas „dogoni”. Gdzież można się schować przed samym sobą, jak już się zgrzeszy? Kto mnie przede mną samym uratuje? Paradoks tkwi w tym, że próbując poprzez samozakłamanie ratować własne, stare życie – tak naprawdę je się traci. I dopiero ten, kto odważy się stanąć w prawdzie o samym sobie, czyli nie przelęknie się utraty dotychczasowego, grzesznego życia w imię Jezusa – ten nowe życie zyska. Rozumiem, że to właśnie dlatego Jezus mówi, że „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.” (J 12:25).

Dlatego przestańmy, proszę, powtarzać w ślad za lewicowymi propagatorami tę współczesną mantrę, że człowiek jest z natury dobry, - bo rzekomo to tylko uwarunkowania kulturowe powodują, że człowiek prowadzi się źle. Nie, moi drodzy – każdy z nas jest zły w oczach Boga, bo każdy z nas zgrzeszył i ma tendencję do grzechu. Przestańmy przed samymi sobą udawać, że jesteśmy dobrymi ludźmi i porzućmy „dobroludzizm”, jako najbardziej obłudną religię świata! „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Mk 10, 18). To jest Prawda, która rzeczywiście nas wyzwala.

Szalom! :)