Wolność ku dobru

Współczesny świat definiuje wolność jako możliwość dokonania wyboru. W tej definicji jednak pominięto założenie, że człowiek jest powołany do czynienia dobra, do życia w sprawiedliwości, do bycia doskonałym jak Ojciec nasz w Niebie jest doskonały. Dlatego prawdziwa wolność jest wtedy, kiedy zgodnie z wolą Bożą czynimy dobro i nie jesteśmy w tym ograniczani; kiedy wybieramy między różnymi rodzajami dobra i sposobami jego czynienia, a nie wtedy, kiedy czynimy zło zamiast dobra. Wolność nie polega na tym, że mamy możliwość powiedzieć Bogu „nie”, tylko na tym, że mamy różne możliwości i okazje powiedzieć Bogu „tak”. Nie wystarczy tylko być posłusznym – Bóg zaprasza nas do tworzenia dobra, współuczestniczenia w Jego dziele stworzenia. To jest o wiele więcej niż po prostu wybór między dobrem a złem! Przecież wiadomo, że nikt o zdrowych zmysłach nie powinien zła wybierać. W czym tu wolność, jeśli ktoś twierdzi, że jest inaczej?

Gdyby spytać kogokolwiek, czy słucha mądrzejszego człowieka od siebie – każdy powie, że słucha. Ale jeśli spytać, czy słucha nieskończenie mądrzejszego od siebie Boga – to z reguły wpędza się człowieka w zakłopotanie. Ludzie nie ufają, że Bóg Wszechwiedzący najlepiej wie, co dla nas jest dobre. Kiedy nie mając tej wiedzy sami rozstrzygamy, co dla nas dobre, a co złe – zostajemy zniewoleni przez nasz egocentryzm, przestajemy być wolni w czynieniu dobra. Dlatego paradoksalnie odejście od woli Boga względem nas – wcale nie świadczy o naszym wyzwoleniu, tylko o naszym niedowiarstwu i braku ufności. Brak zaufania do Boga, zerwana przyjaźń z Nim, podejrzewanie Go o tyranię i nie czynienie tego, ku czemu zostaliśmy stworzeni – to oznaka bycia głupim, a nie wolnym.

Dlatego wyzwolenie z oków egocentryzmu jest naszym pierwszorzędnym zadaniem. To odejście od służenia sobie na rzecz służenia Panu, dobrowolne oddanie całego naszego życia Jemu – jest najlepszą możliwą inwestycją. Któż wiedząc, że się ma zapewniony pewny zysk z inwestycji – nie ulokuje w niej wszystkich swoich oszczędności? I nie mówię o domniemanym gwarantowanym zwrocie, tylko o takim, w którym gwarantem zwrotu jest Sam Bóg! Jeśli tego jeszcze nie robimy, to tylko dlatego, że Mu nie ufamy. Że stawiamy nasze ego wyżej, niż Boże Słowo. Wystarczy więc zaufać. Wystarczy sercem prawdziwie powiedzieć: „Jezu, ufam Tobie!”, by odnaleźć niczym nieskrępowaną wolność.

Szalom! :)