Wpływ obostrzeń na pandemię

Straszą nas kolejnymi obostrzeniami. Już wiszą one w powietrzu, już tuż-tuż... Postanowiłem więc sprawdzić, jak to z tymi obostrzeniami jest. Czy mają one wpływ na pandemię, czy też nie mają? Zwróćmy się więc do królowej nauk - matematyki, tudzież do jej młodszej siostry - statystyki.


Źródłem danych może być chociażby https://ourworldindata.org/coronavirus - fantastyczna strona, zbierająca całe mnóstwo danych. Wśród nich zwracam Państwa uwagę na ciekawy wskaźnik pod tytułem "Covid stringency index". Jest to wskaźnik, który mierzy siłę restrykcji w danym kraju - od 0 (zupełny brak restrykcji) do 100 (szkoły zamknięte, absolutny zakaz przemieszczania się itd.). Następnie obliczyłem średnią tego wskaźnika w całym okresie pandemii dla wszystkich krajów, dla których były dostępne dane (n = 182), a obok zestawiłem dwie kolumny: skumulowany wskaźnik śmiertelności na milion mieszkańców oraz skumulowany wskaźnik zachorowań na milion mieszkańców. Pozostało następnie zrobić dwie proste analizy regresji liniowej, gdzie zmienną niezależną jest wskaźnik średniego poziomu restrykcji dla danego państwa w całym okresie pandemii, a zmiennymi zależnymi (objaśnianymi) były odpowiednio osiągnięty poziom śmiertelności i zachorowalności na milion mieszkańców w tym samym kraju. Wynik: korelacja rzędu 0,27 w przypadku skumulowanego poziomu śmiertelności oraz korelacja rzędu 0,25 w przypadku skumulowanego poziomu zachorowań.


Przypominam, że korelacja od 0 do 0,30 oznacza de facto brak zależności, od >0,30 do 0,50 - słabą zależność, od >0,50 do 0,70 - umiarkowaną zależność, a >0,70 do 1 - silną zależność.


Wniosek: restrykcje w danym państwie nie mają wpływu na śmiertelność czy na poziom zachorowań na COVID-19. Jeśli ktoś woli się upierać, że 0,25-0,27 to są wyniki, które jednak jakąś słabą zależność wykazują, to zwracam jedynie uwagę, że nawet jeśli, to korelacja w tym przypadku jest dodatnia. Innymi słowy, nawet jeśli tę bardzo słabą korelację uznamy za istniejącą, to warto pamiętać, że w świetle tych obliczeń wzrost restrykcji przekłada się na wzrost zachorowalności i śmiertelności, a nie na odwrót. Szczerze odradzam więc ten kierunek obrony oficjalnej wykładni rzeczywistości :)


W świetle dokonanych obliczeń, pytanie zasadnicze brzmi: jeśli nawet średnio obeznanemu ze statystyką człowiekowi, przy użyciu powszechnie dostępnych danych i zwykłego pakietu analizy danych w Excel, można w przeciągu 15 minut dokonać tak prostych obliczeń i dojść do takich wniosków, to czyżby sztaby ekspertów od zdrowia publicznego nie były w stanie tego zrobić? Kolejne pytania brzmią - jeśli przyjmiemy, że obostrzenia miały sens na początku pandemii, kiedy danych jeszcze nie było i nie wiadomo było czego się spodziewać, to jaki sens one mają teraz? I jak to się ma do zdrowego rozsądku czy racjonalności działania?


Niech każdy z Państwa sam sobie odpowie na te pytania. Zachęcam tylko, by zdążyć z tymi odpowiedziami, zanim do reszty stracimy naszą wolność i godność.


P.S.: Jeśli ktoś jest zainteresowany plikiem z moimi obliczeniami, w celu weryfikacji liczb czy potwierdzenia wniosków - proszę pisać wiadomość w Messengerze na stronie Racjonalny Katolik w FB, z przyjemnością udostępnię i poddam pod krytyczną ocenę. Zachęcam też do niezależnej weryfikacji tych danych.