Znaczenie Słowa

Drodzy Przyjaciele,

 

Piszę do Was jako naoczny świadek historii, choć starym człowiekiem nie jestem. Po dziesiątkach rozmów z Wami, w obliczu tragedii ostatnich dni, ale też w świetle doniesień jak z Ukrainy tak i z Rosji – dobitnie sobie uświadomiłem, jak ogromne znaczenie ma prawdziwe Słowo. I jak potworny wpływ na nas wszystkich ma kłamstwo – zarówno to pisane, jak i mówione. Bo Prawda jest taka, że trwająca obecnie wojna jest jedynie odzwierciedleniem tego, co ludzie nosili od dziesiątek lat w swoich sercach i umysłach.

 

W wiek świadomy wkroczyłem w latach 90. XX wieku mieszkając na niepodległej Ukrainie we Lwowie. Kontent w telewizji ukraińskiej był wtedy niskiej jakości, więc w większości oglądaliśmy telewizję rosyjską. Do początku trzeciego tysiąclecia było znośnie, a kremlowskiej propagandy w jej obecnym wydaniu jeszcze nie było. Choć oczywiście były już liczne kłamstwa, manipulacje lub przemilczenia – chociażby na temat wojny w Tadżykistanie lub Czeczenii. Ale to było tam gdzieś daleko, nas to nie dotyczyło, więc milcząco oglądaliśmy dalej.

 

7 maja 2000 roku Putin został zaprzysiężony na prezydenta Rosji. W tym samym roku podjąłem studia w Polsce. I pamiętam wyraźnie swoje zdziwienie, kiedy wracając po pierwszym roku studiów na wakacje do domu, włączywszy z przyzwyczajenia telewizję – przestałem nagle rozumieć to, co oni do mnie mówią. Z ekranów zaczęła się sączyć jakaś dziwna narracja o Ukrainie, która podstępnie przeinaczała fakty, odwracała rzeczywistość i niczym w krzywym zwierciadle wykrzywiała to, co widziałem za oknem. Przestałem oglądać telewizję. Poza tym właśnie się zaczęła epoka Internetu, mogłem już czytać wiadomości ze sprawdzonych źródeł online. Ale nie wszyscy wyłączyli przecież swoje odbiorniki. To kłamstwo dalej się sączyło przez rosyjskie kanały telewizyjne, rosło, potężniało, robiło się coraz zuchwalsze. Tworzyło równoległy wymiar, który był już nie do pogodzenia z rzeczywistością i uwodziło co raz bardziej kolejne tysiące i miliony ludzkich umysłów i serc. Podczas gdy ja – milczałem.

 

A potem był rok 2003 i konflikt o Tuzłę. Wyraźnie pamiętam, że po raz pierwszy wtedy pomyślałem, że chyba tym Rosjanom odbiło i że mają jakieś zbyt daleko idące plany względem Krymu. Ale cóż ja mogłem. Wciąż milczałem.

 

A potem w 2004 roku wybuchła rewolucja pomarańczowa. Wtedy do mnie już docierały tylko fragmenty propagandy rosyjskiej – ale gdy ich słuchałem, wciąż się dziwiłem, że można aż tak wykrzywiać prawdę. W tym okresie powstają też trwałe i trudne do wykorzenienia mity, które niczym Barszcz Sosnowskiego – są zarazem toksyczne, jak i tak ukorzenione, że pozostaje je tylko celowo i bezlitośnie wypalać. Przykładem takiego mitu z tamtych lat jest mit o finansowaniu rewolucji pomarańczowej przez siły amerykańskie i tak zwanych filantropów na kształt George’a Sorosa. Nie dalej jak kilka dni temu mój przyjaciel, brat w wierze, bliski mi duchem pod każdym względem, w ramach krótkiej wymiany zdań zapytał czyż nie jest tak, że pomarańczowa rewolucja została sfinansowana przez Amerykanów? Poczułem w związku z tym pytaniem podwójną gorycz. Pierwszą – wynikający z mieszanego uczucia zdrady i zniechęcenia. Drugą – jako żal, że nawet tak bliscy wydawałoby się mi w duchu ludzie – są podatni na kłamstwo i z jakiegoś powodu są skłonni mu wierzyć.

 

A potem był rok 2008 i wojna w Gruzji, nasilające się prześladowania opozycji zarówno w Rosji jak i na Ukrainie, notoryczne strzelanie na Północnym Kaukazie. No i rosnące zakłamanie, racjonalizowanie tych wszystkich czynionych w imię imperialistycznego raszyzmu zbrodni. Ale ja wciąż milczałem.

 

A potem był rok 2013 i początek roku 2014 określany słowem „Majdan”. Pamiętam, jak bardzo bliski członek naszej rodziny krzyczał przez Skype’a na nas z żoną za to, że odważyliśmy się na pewien czas wziąć po szpitalu trzech rannych „Majdanowców” do swojego domu. Bo my mamy małe dzieci, mamy pilnować swojego interesu, a poza tym – to przecież są wszystko opłaceni przez Amerykanów zbrodniarze, którzy tylko zgwałcą mi żonę i nic z tego dobrego nie wyniknie. Którzy zapewne wzięli po kilkaset dolarów za udział w tych manifestacjach. Ta osoba do dziś nie wie, że jednak wtedy pomogliśmy. Po prostu robiłem swoje, choć równocześnie milczałem.

 

A potem był Krym, wojna latem 2014 roku i okupacja części obwodów Ługańskiego i Donieckiego. Tysiące słów obłudy o tym, że to przecież referendum, wolny wybór tych ludzi, którzy chcą niepodległości od „faszystowskiej” Ukrainy… Co raz dłuższa lista rosyjskich propagandystów – zmyślających, przeistaczających, udowadniających, pokazujących zniekształcony obraz rzeczywistości (https://www.spisok-putina.org/en/group/propagandists/). Generujących już bez opamiętania setki tysięcy stron maszynopisu kłamstwa za kłamstwem, które to łgarstwa następnie były powtarzane bezmyślnie również wśród moich najbliższych przyjaciół… A ja nawet nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Cały czas się dziwiłem i nie wiedziałem, jak się bronić. Przez długie osiem lat żyłem „swoim” życiem, sądząc, że przecież zdrowy rozsądek musi zwyciężyć.

 

Aż przyszedł styczeń i luty 2022 roku. Zobaczyłem dziesiątki wywiadów ze zwykłymi Rosjanami na ulicach, którzy wciąż powtarzają te obrzydliwe i niewiarygodne kłamstwa. Szczerze dziwiący się, dlaczego cały Zachód ich tak nienawidzi, choć nie potrafiący przytoczyć ani jednego argumentu na poparcie tej tezy. Uważający, że wojna z Ukrainą jest jak najbardziej uzasadniona. Sądzący, że Putin nie mógł przecież zrobić aż takich rzeczy, jak im pokazywano na zdjęciu – on przecież jest „dobry” i strzela tylko do wojskowych. Że Ukraińcom trzeba jeszcze chwilę przecierpieć i za chwilę będą już wyzwoleni. Że tak naprawdę Ukraina powinna pozostać neutralna i będzie pokój. I nie sądźcie, proszę, że to dotyczy tylko Rosjan. Niczym otumanione barany – to samo powtarzają teraz tysiące ludzi w wielu krajach Europy, w tym w Polsce. Wiem od najbliższej rodziny, co sądzą zwykli obywatele na Słowacji. Dociera do mnie, co wygadują niektórzy na Węgrzech i w Austrii. Ale też mam przegląd pewnych niechlubnych środowisk w Polsce. I muszę Wam powiedzieć, że coś we mnie teraz pękło. Dalej milczeć już nie będę i nie zamierzam. Bo prawda jest taka, że z powodu tego milczenia krew tych wszystkich zabitych ludzi, jak też cierpienie wdów i sierot – stają się też moją winą. Przyszedł czas Prawdy i muszę mówić, jaką ona jest. A Prawda jest prosta, choć zarazem już niezbyt wygodna dla zbyt wielu z nas.

 

Bo Prawdą jest, że każdy człowiek pragnie dobra, pokoju i miłości, ale też prawdą jest, że „Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności” (Jk 1,17). Każde. Dlatego też „niespokojne jest serce człowieka, dopóki w Bogu nie spocznie” (św. Augustyn). Bo Prawda jest taka, że każdy człowiek jest urodzony ku temu by zostać dzieckiem Boga, ale prawda też jest taka, że o Bogu – nawet teraz – nie wielu już pamięta. I tak jak to widzę, to Prawda jest taka, że ta wojna jest skutkiem bezbożnictwa, którym na masową skalę zainfekowane są zarówno post-komunistyczne społeczeństwa w Rosji czy na Ukrainie, jak i społeczeństwa tak zwanej liberalnej demokracji, w tym garnąca się do niej przez ostatnie trzydzieści lat Polska. Prawda jest taka, że dla materializmu i pieniędzy robimy wszystko, podczas gdy dla Boga robimy bardzo niewiele. Naszym bożkiem od dziesięcioleci jest wzrost PKB (z dużej litery) w czasie, gdy słowo „Bóg” coraz częściej piszemy z małej litery. Prawda jest taka, że jako społeczeństwa w Rosji, na Ukrainie, w Polsce czy w Niemczech zrywamy z przekazywaniem Tradycji i z nauczaniem naszych własnych dzieci chrześcijańskiej wiary. Prawda jest taka, że nie uczymy własnym przykładem jak kochać Boga i Go szanować we własnym życiu. Prawda jest taka, że aktualnie po prostu odeszliśmy od naszego ukochanego Ojca, wstydzimy się imienia Jezusa, gloryfikujemy własne egoizmy – i w wyniku tego właśnie zaglądamy aktualnie do czeluści piekła. Gdzie w obliczu rozpętanej obecnie wojny jest bełkot o tym, że ludzkość jest dobra, a to tylko złe instytucje społeczne powodują całe zło na tej ziemi? Gdzie teraz gadanie o tym, że trzeba być wyrozumiałym i tolerancyjnym do wszystkich, i że każdy (nawet Putin) ma prawo do swojej wersji prawdy? Gdzie teraz „święte” nauczanie o 56 płciach? Gdzie świadomość tego, że powszechna szczęśliwość i dobrobyt na pewno zwalczą już całe zło na planecie? Prawda jest taka, że spaliśmy, a wciąż zbyt wielu śpi w mocnych objęciach światowego myślenia o doczesności, cynicznie wybierając pieniądz kosztem ludzkiej krzywdy i krwi. Prawda o Bogu i prawdziwej naturze człowieka są aktualnie w głębokiej pogardzie.

 

Oczywiście, dostrzegam Bożą dobroć w ludziach. To prawda, wielu teraz bohatersko nic nie mówi, tylko czyni dobro i przeciwstawia się złu. W Polsce przyjmujemy uchodźców, uczestniczymy w zbiórkach, wspieramy, dzielimy się, rozwozimy... Świetnie. Dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli, którzy czynią dobro. Ale będę względem nas wszystkich bezlitosny i powiem wprost – to o wiele za mało. Bo najważniejsza sprawa, którą teraz powinniśmy uczynić – to się nawrócić, właściwie poukładać priorytety w sercu i zacząć żyć Prawdą, oddychać nią, wyjść z mgły kłamstwa i pół-prawdy, odważnie głosząc Prawdę. Zacznijmy, - błagam! - cenić prawdziwe Słowo; błogosławić, zamiast przeklinać; miłować, zamiast nienawidzić. Jeśli ktoś jest leniuchem lub tchórzem, bluźniercą lub ma rozdmuchane ego (a każdy przecież tym potrafi zgrzeszyć!) – to czas najwyższy by samemu przed sobą w tym się przyznać. Jeśli ktoś coś obiecuje – to niech dotrzymuje słowa. Jeśli ktoś stawia jakąś tezę – to niech że poświęci chociaż 10 minut na googlanie, by sprawdzić, jak rzeczywiście jest. Szukajmy prawdy, zwalczajmy ignorancję, nazywajmy rzeczy po imieniu, poszerzajmy swoją wiedzę i kompetencję. I nie bójmy się przyznać do tego, że akurat czegoś nie wiemy lub że czegoś nie rozumiemy. Nie deprecjonujmy Słowa, - na litość boską, zaklinam wszystkich, by wrócić do naszych cywilizacyjnych korzeni. Inaczej ten obłęd będzie się tylko nasilać i nic go nie powstrzyma.

 

Prawda wyzwala, a kłamstwo już przegrało. Jednak każdy z nas wciąż i w każdej chwili ma teraz wybór, po jakiej stronie się opowiedzieć. Oby każdemu z nas przypadło tyle mądrości, by zająć stronę już wygraną. Kocham Was i życzę każdemu niezachwianej wierności Prawdzie. Niech Pan Bóg, Pan zastępów, wszelkiej mocy i dawca wszelkiego dobra każdemu błogosławi.

 

Szalom!