O mnie

Nieświadomie przygodę z teologią zacząłem w 2009 roku, kiedy straciwszy pracę w wyniku zawirowań spowodowanych updakiem Lehman Brothers, usłyszałem od przyjaciółki o kazaniach księdza Piotra Pawlukiewicza i znalazłem w nich sporą dawkę dobrego humoru, przenikliwości, głębi Słowa. Słuchałem tych kazań pewnie głównie z powodu dużego zasobu czasu, ale też zapewne dlatego, że był to pierwszy moment w dorosłym życiu, kiedy mogłem się naprawdę zastanowić nad tym, o czym to w życiu rzeczywiście chodzi. Z perspektywy czasu jestem przekonany, że ówczesna utrata pracy była jednym z najlepszych doświadczeń, które mi się w życiu przytrafiły.


Następnym etapem było spotkanie na mojej drodze życiowej przyjaciela i docelowo - zaufanego partnera biznesowego w roku 2010. Jakkolwiek zawodowo dogadujemy się do dziś świetnie, mój przyjaciel - z wykształcenia ścisły naukowiec, zajmując postawę twardego agnostyka, przyczynił się do niejednej wyczerpującej intelektualnie dyskusji, za każdym razem niezbicie udowadniając mi miałkość moich kontrargumentów i niski poziom rozumienia własnej wiary. Obcując z nim na co dzień, musiałem chcąc nie chcąc zostać apologetą. Obecnie już nie rozmawiamy tak, jak dawniej, format dyskusji nieco się wyczerpał wraz z poszukiwaniem co raz to lepszych kontrargumentów, na których zaprzeczenie mój Przyjaciel już tak wiele czasu i sił nie miał. Aczkolwiek jego wpływ na odkrycie przeze mnie własnej pasji w obszarze teologii jest już faktem dokonanym, za co jemu bardzo gorąco dziękuję.


Następnie w 2012 roku zacząłem prenumerować Miesięcznik Egzorcysta, kiedy jedno z mediów zagranicznych wspomniało o takim "dziwnym" pomyśle na wydawnictwo w Polsce. Do dziś uważam, że rola tego periodyku w uświadamianiu zagrożeń duchowych w Polsce jest niemalejąca, pomimo całej kontrowersji towarzyszącej jego powstaniu nawet w niektórych środowiskach katolickich. Poziom artykułów w tym czasopiśmie jest zresztą zróżnicowany - od bardzo przeciętnych pod względem treści i nieco emocjonalnych - po niezwykle skondensowane, przesiąknięte teorią teologii i mądrością. Czytając któryś z tych artykułów - natrafiłem na wzmiankę o C. S. Lewisie i jego "Listach Starego Diabła do Młodego". Kupiłem tę pozycję razem z fenomenalnym "Chrześcijaństwem po prostu", zabierając obydwie na dwutygodniowy urlop. No i coś we mnie finalnie pękło. Świat, który odkryłem dzięki C.S. Lewisowi - jest tak przejmująco głęboki, barwny,  pełen radości, intelektualnie świeży - że wróciłem z tego urlopu latem 2013 r. odmienionym człowiekiem. Przynajmniej na tyle odmiennym, by wiedzieć, że z teologią oraz apologetyką chrześcijańską nie pożegnam się już nigdy z własnej nieprzymuszonej woli w trakcie dorosłego życia.


Podsumowując - wcześniej byłem raczej tym, kogo Bóg nazywa na łamach Apokalipsy "ani zimnym, ani gorącym". Taki sobie letni chrześcijanin, nie do końca świadomy ani własnej wiary, ani jej celu. Od 2013 roku jednak systemowo usiłuję stawać się co raz bardziej "gorącym", do czego też Was gorąco namawiam :) Dla chrześcijanina nie wystarczy po prostu wierzyć. Trzeba też dawać tej wierze świadectwo, co oczywiście odbywa się przede wszystkim przez uczynki, powodowane Miłością. Świadome szerzenie Słowa też ma jednak niebagatelne znaczenie.


Na sam koniec dodam, że nie czuję się wcale ekspertem i wybitnym znawcą tematu - nieskończenie daleko mi do takiego tytana ewangelizacji jak Mikołaj Kapusta, najbardziej chyba znanego z DobrejNowiny.net, czy też poziomu intelektualnego szanownej redakcji portalu MyślęWięcWierzę. Nigdy nie dorównam też z pewnością poczuciu gustu Tomasza Samołyka, w kręgach internetowych znanego bardziej jako ŁysiejącyKatolik. Nie mniej czuję się zobowiązany dzielić moim świadectwem na tyle dobrze, na ile potrafię, na łamach niniejszego bloga. Zapraszam :)

Szczerze Wasz,


Racjonalny Katolik