Polecane książki i filmy

Poniżej systemowo aktualizowana lista tytułów, które polecam do obejrzenia oraz przeczytania w celu wzmocnienia wiary.  Dodatkowo umieszczam bardzo krótką recenzję przy każdej pozycji (bez ujawniania fabuły ;) Staram się przy tym unikać krytyki, skupiając się jedynie na zaletach: nie chcę psuć nikomu pierwszego wrażenia oraz możliwości samodzielnego wyrobienia własnej krytycznej opinii. Z tego też względu w poniższej liście nie znajdziecie pozycji, które oceniam na mniej niż 6/10, jako niezasługujące na poświęcony im czas. Zapraszam do miłego i konstruktywnego spędzania czasu :)

KSIĄŻKI
  • Adwokat, Randy Singer (2016). Powieść historyczna,  pozwalająca zanurzyć się w świat Starożytnego Rzymu czasów Jezusa. Monumentalne dzieło, trzymające w napięciu od pierwszych stron. Doskonale odwzorowana sceneria historyczna,  prosty i zarazem barwny styl, wypełnione życiem postacie, każda z których reprezentuje unikatowy portret psychologiczny oraz wierność Ewangelii składają się na lekturę, którą można z zapartym tchem przeczytać maksymalnie w przeciągu kilku dni. Twarde 8/10.
  • Bóg nie jest miły, Ulrich L. Lehner (2020).  Uczta dla ducha i duszy, a zarazem odtrutka na herezje post-modernistycznego świata i wyzwanie dla letniości Kościoła. 9/10.
  • Boskie zwierzęta, Sz. Hołownia (2018). Książka niebanalna i warta polecenia każdemu, kto wdraża na co dzień prawo miłości w swoim życiu. Jej główną zaletą jest niewątpliwie pobudzenie uśpionej przez uwarunkowania społeczno-kulturowe wrażliwości na piękno otaczającego świata, jak też zaproszenie ku relacyjnemu a nie egocentrycznemu życiu. Jest to też niewątpliwie książka napisana pod prąd głównego nurtu kulturowego, dążącego do nadmiernej eksploatacji środowiska; ku temu, by przede wszystkim mieć, a nie być. „Liczne badania pokazują, że ludzie są niezwykle sprawni w wynajdowaniu uzasadnień tego, co robią; ciut gorzej idzie im z robieniem tego, co ma uzasadnienie.” Zgadza się. Właśnie dlatego w swoim niepowtarzalnym stylu Szymon Hołownia nawołuje by przejść od uzasadnień tego, co się robi, ku robieniu tego, co ma uzasadnienie. I właśnie dlatego – pomimo licznych dygresji, pomimo nadużywania nawiasów i pozornego chaosu stylu pisarskiego, ‑ twarde 7/10.
  • Judasz, T. Lee (2013). Od razu zaznaczę, że książka ta nie jest lekkostrawną, miłą i przyjemną lekturą, przy której można spędzić kilka letnich czy jesiennych wieczorów. Jest wielopoziomowym, obszernym, pieczołowicie stworzonym portretem psychologicznym najbardziej kontrowersyjnej osoby w najbliższym otoczeniu Jezusa, jakim niewątpliwie był Judasz Iskariota. Dodatkowo pisarka w mistrzowski sposób przenosi nas w okoliczności historyczne tamtych czasów, pokazując złożoność nastrojów społecznych i wymagające (wręcz nieludzkie) normy kulturowe społeczeństwa żydowskiego, żyjącego według litery Prawa Mojżeszowego na początku naszej ery. Pomimo ogólnie wysokich notowań i poleceń w środowisku chrześcijan (i to różnych konfesji), spotkałem się też z bardzo jednoznacznym potępieniem tej książki, jak chociażby ze strony Krystiana Kratiuka, redaktora naczelnego pch24.pl, który na łamach portalu napisał tak: „Opublikowana przez katolickie wydawnictwo powieść „Judasz” to pułapka. Dla ludzi silnej wiary może być ciekawostką i swego rodzaju intelektualnym wyzwaniem. Dla pozostałych może stać się natchnieniem dla sympatii do zła, dla zrozumienia zła, dla „demitologizacji” największej zdrady w dziejach.” Przypuszczam jednak, że tak jednoznaczne potępienie „Judasza” wynika trochę z tego, że jest on w istocie mocno niepokojącą lekturą. Niepokój ten wynika z faktu, że czytając książkę każdy z nas będzie w pewnym momencie rozumieć, że łączy nas z Judaszem znacznie więcej, niż byśmy sobie tego zapewne życzyli. Ów „zdrajca” w pewnym sensie – siedzi w każdym z nas, i każdy, kto choć raz w życiu zgrzeszył – musi zdać sobie sprawę z tego, że w istocie tym samym zdradził Jezusa. Dokładnie w taki sam sposób, jak to w swym czasie uczynił prawdziwy Judasz. Dlatego książka w istocie jest wyzwaniem, ale nie tyle intelektualnym, co duchowym. Bo zachęca nas ku temu, by stanąć w prawdzie o sobie, nie tłumacząc się i nie zasłaniając się wymówkami. Co ja jako ja – faktycznie mogę dać Jezusowi w ramach mojej do Niego miłości? Gdzie kończy się egoistycznie rozumiana przez moją grzeszną naturę miłość, a zaczyna się miłość prawdziwa, czysta, nieprzysłonięta interesownością? Jak ja naprawdę mogę się Jemu odwdzięczyć, przyjmując Jego ofiarę? I czy jestem w stanie tę ofiarę w ogóle przyjąć? Oto pytania, na które po przeczytaniu tej pozycji wcale nie jestem gotów szybko odpowiedzieć. I właśnie dlatego też polecam tę pozycję każdemu, kto czuje się gotów z takimi lub podobnymi pytaniami w swoim życiu zmierzyć. 8/10.
  • Listy starego diabła do młodego, C. S. Lewis (1942).  "Zabawne jest, jak śmiertelnicy stale wyobrażają nas sobie jako tych, którzy wtłaczają im coś w głowę; w rzeczywistości najlepszą robotę wykonujemy wtedy, gdy pewnych rzeczy nie dopuszczamy do ich świadomości" - między innymi w taki sposób starszy diabeł Krętacz poucza swojego siostrzeńca Piołuna w cytowanych "Listach...". I nie ma co się łudzić - na około 130 stronach małego formatu autor w sposób dobitny, lekki, pełen humoru i piekielnego wręcz swądu przedstawia taką ilość i tak skomplikowany poziom "pewnych rzeczy", że nawet gdyby nie napisał niczego poza "Listami...", i tak zasłużyłby sobie na czołowe miejsce w światowej literaturze apologetycznej.  Absolutne arcydzieło, obowiązkowe do przeczytania każdemu, kto w swoim życiu usiłuje podążać za Jezusem Chrystusem. 10/10.
  • Nawrócenie i magia, G. K. Chesterton (2015).  W istocie jest to zbiór szeregu esejów tego mało znanego, choć dostępnego w Polsce autora, który - gdyby miał przystąpić do konkursu w zakresie najbardziej "ostrego" i błyskotliwego, a zarazem lekkiego pióra - zapewne wygrałby z marszu pierwsze miejsce. Dla przykładu, czego wartuje chociażby następujące stwierdzenie: "„(…) jest najzupełniejszą prawdą, że w Kościele katolickim tuż przed Reformacją istniało wiele zła prowokującego do buntu. Próżno by jednak szukać takiego zła, które Reformacja naprawiła” (G.K. Chesterton, Dlaczego jestem katolikiem?). Intelektualna pycha, twarde 8/10.
  • Nowy Wspaniały Świat, Aldous Huxley (1931).  „Sam Pan Nasz Ford położył wielkie zasługi w zakresie przesuwania punktu ciężkości z prawdy i piękna na wygodę i szczęśliwość. Produkcja masowa tego wymagała. Powszechna szczęśliwość tego wymagała. Powszechna szczęśliwość utrzymuje turbiny w stałym ruchu; prawda i piękno nigdy. No i, rzecz jasna, gdy masy przejęły władzę, zaczęła się liczyć szczęśliwość, nie zaś prawda i piękno.” Tak Jego Fordowska Mość, Mustafa Mond, jeden z 10 zarządców świata, podsumowuje przebieg historii ludzkości od XX wieku, w którym ubóstwiany przez ludzkość Henry Ford stworzył masową produkcję, do roku 2541, w którym toczy się akcja „Nowego wspaniałego świata”. Antyutopia opublikowana w 1931 roku, choć zawiera anachronizmy, zupełnie nie traci na aktualności z punktu widzenia swojego przesłania. Jako cywilizacja Zachodu, dalej idziemy w kierunku ubóstwiania technologii i cywilizacyjnego postępu kosztem wiary w Boga i wzrostu ducha. Dalej chcemy wygodę i szczęśliwość zamiast piękna i prawdy. Upowszechniamy egalitaryzm i wprowadzamy powszechną równość zamiast krzewić elitaryzm i zachęcać ku rozwojowi indywidualnych talentów. Dalej wybieramy hedonizm zamiast poświęcanie się Bogu. Ciągle wolimy sami decydować o własnym losie zamiast dać się Bogu prowadzić. Dodać do tego barwne postacie, głębokie przemyślenia filozoficzno-socjologiczne, odważnie postawione pytania i oto opowieść Aldousa Huxleya zasługuje na zdecydowane 8/10.
  • Taktyka. Plan gry, czyli jak rozmawiać o wierze chrześcijańskiej, Gregory Koukl (2020).  Dziękuję Mikołajowi Kapuście z kanału DobraNowina.net 
     za zwrócenie na nią uwagi  Gregory Koukl to z pewnością jeden z najwybitniejzych apologetów współczesności. Książka warta przeczytania każdemu, kto zmaga się z pytaniem, jak świadczyć o wierze we współczesnym świecie w sposób taki, by ktoś w ogóle zechciał słuchać. W mojej opinii - 9/10.
  • Władca Świata,  Robert Hugh Benson (1907). Jest to literacka fikcja opisująca Europę, która tworzy jeden organizm polityczny. Na scenie globalnej rywalizują też ze sobą imperium amerykańskie oraz mocarstwo azjatyckie. Maksymalnie zlaicyzowane społeczeństwa Zachodu przesiąknięte są humanitaryzmem, który konsekwentnie wypycha chrześcijaństwo z przestrzeni publicznej. Eutanazję zalegalizowano jako wybór dla każdego, kto „chce odejść z godnością”. Islam zagraża Staremu Kontynentowi. Ktoś spyta – dlaczego mówię o fikcji? Przecież wszystko się zgadza – właśnie taki geopolityczny oraz społeczny porządek możemy ostatnio doświadczać osobiście. Sęk jednak w tym, że mówimy o książce napisanej właśnie w… 1907 roku. Trzeba przyznać, że w książce nie brakuje detali, które zapewne sprawiały wrażenie na przełomie XIX oraz XX wieku, ale dziś wywołują jedynie pobłażliwy uśmiech. Chodniki są wyłożone przez tłumiące dźwięki pokrycie gumowo-azbestowe, między stolicami Europejskimi regularnie kursują potężne, lecz powolne sterowce, wymiana korespondencyjna wciąż sprowadza się do wysyłania depesz, a do pisania wciąż wykorzystywane są maszyny do pisania. Ale to nie technologiczne nieścisłości są w tym futurystycznym świecie istotne. Świat, stworzony przez świeżo konwertowanego na katolicyzm księdza jest zatrważający przede wszystkim tym, że w nim „cnoty naturalne rozrosły się wspaniale, cnotami zaś nadprzyrodzonymi wzgardzono. Uczucia humanitarne zastąpiły miłosierdzie; zadowolenie zastąpiło nadzieję; wiedza zastąpiła wiarę” (s. 143). I właśnie takie trafne przewidzenie nowożytnych trendów polityczno-kulturowo-społecznych czyni z książki pozycję o znaczeniu prorockim, na co już kilkakrotnie zwracał uwagę Papież Franciszek. Książka zdecydowanie warta polecenia współczesnym katolikom z moją subiektywną oceną opiewającą na co najmniej 8/10.

FILMY
  • Jabłka Adama, reżyseria: Anders Thomas Jensen (2005).  Cudowna i bardzo wymowna skandynawska bajka, pełna nietrudnego w rozszyfrowaniu chrześcijańskiego symbolizmu.  Gatunkowo film jest trudny do określenia - pewne jego elementy ciążą do dramatu, chociaż całokształt najlepiej byłoby określić jako czarna komedia. Grotesk, autoironia, klimat skandynawskiego wolnego podejścia do życia,  bardzo ładne zdjęcia oraz pełen zaskakujących zwrotów scenariusz powoduje, że film ogląda się z narastającą uwagą.  Obraz nie polecam tradycjonalistom - zresztą, trudno się spodziewać po współczesnym skandynawskim filmie szacunku do tradycji. Nie mniej, całość niewątpliwie pozwala nabrać dystansu do własnego życia i przeżyć zaskakującą metamorfozę w patrzeniu na kwestie wolnej woli, wyboru ścieżki życiowej oraz miłości do bliźniego wspólnie z głównym bohaterem Adamem.  Nie jestem pewien, czy reżyser i scenarzysta chcieli w jakikolwiek sposób uhonorować Księgę Hioba, ale zanim się obejrzy ten film - warto sobie jej treść odświeżyć. Za oryginalność, grę autorską, sporą dawkę optymizmu oraz wzmocnienie nadziei film zasługuje na nie mniej niż 9/10.
  • Milczenie, reżyseria:  Martin Scorsese (2016). Głównym bohaterem tego filmu nie jest wbrew pozorom człowiek. Pierwszoplanową rolę w tym filmie zagrała wiara, rozbrzmiewająca głośnym, donośnym głosem na tle rzekomo milczącego Boga. Ilość odcieni wiary, które zostały w filmie ujęte - przerasta wyobraźnię. Od naiwnej, młodzieńczej i porywczej na początku filmu, poprzez ślepą, ukrytą, bohaterską i wątpiącą - w jego środku - aż po akceptującą własną niedoskonałość ale przechodzącą w fakt dokonany - na samym końcu. Gdyby ktoś mi jeszcze przed seansem powiedział, że da się w ramach jednego filmu pokazać wszystkie odcienie wiary - nie uwierzyłbym. Lecz ten film nie jest kwestią wiary lub niewiary: jest obiektywnie istniejącą rzeczywistością, którą nie sposób się nie zachwycić.  Jak dla mnie - najlepszy film o wierze, który kiedykolwiek widziałem. 10/10.
  • Miłość i miłosierdzie, reżyseria: Michał Kondrat (2019). Wybierając się na seans do kina myślałem, że to zapewne jest film wyłącznie dla wierzących. Po obejrzeniu nie jestem tego wcale taki pewien. Bo pomimo oczywistej narracji skierowanej do ludzi już wierzących – ten fabularyzowany dokument jest przede wszystkim świadectwem. Nie ma w nim spektakularnych wizji czy efektów. Najmocniejsze sceny zostały już wyświetlone w zwiastunie. Artystycznie film też pozostawia do życzenia. Ale nie w tym rzecz. Z obrazu płynie niesamowity pokój i światłość. Co więcej – film w doskonały sposób łączy w sobie realistyczność wiary z największym mistycznym przeżyciem, jakiego tylko może doświadczyć żyjący człowiek – którym niewątpliwie jest wizja i bezpośrednia rozmowa z Jezusem. Który tak zwyczajnie przychodzi, tak zupełnie zwyczajnie staje obok i tak zupełnie zwyczajnie rozmawia. I za to, że udało się tym filmem o takim namacalnym świadectwie opowiedzieć - należy się twarde 8/10.
  • Nieplanowane, reżyseria: Chuck Konzelman, Cary Solomon (2019).  Po obejrzeniu filmu mam mieszane uczucia. Pierwsza płaszczyzną oceny nawiązuje do sztuki filmowej, która w Nieplanowanych pozostawia wiele do życzenia. Film ratuje bardzo emocjonalna oraz wyrazista gra Ashley Bratcher, wcielającej się w rolę Abby Johnson. Niestety, obraz zwyczajnie nie jest ładny i większość czasu bardziej przypomina fabularyzowany dokument, z książką autobiograficzną leżącą u podstaw scenariusza. Na drugiej płaszczyźnie oceny wyrysowuje się bardzo proste w swej istocie, ale równocześnie dobitne przesłanie. W pewnym momencie jeden z działaczy ruchu pro-life pyta u kinowej Abby – co mają ze sobą wspólnego niewolnictwo, Holokaust oraz współczesne stanowisko proaborcyjne? I sam sobie odpowiada, że wspólnym mianownikiem tych zjawisk społecznych jest dehumanizacja człowieka, wskutek której człowieka przestają już za takiego uważać, co ułatwia jego eksploatację czy nawet zabijanie. I po obejrzeniu filmu – właśnie ten argument uważam za najbardziej istotny w całej dyskusji na temat aborcji. Polecam obejrzeć każdemu – bez względu na światopogląd. 7/10.
  • Zmartwychwstały, reżyseria: Kevin Reynolds (2016). Znana nam wszystkim historia opowiedziana z perspektywy wpływowego rzymskiego setnika, Claviusa, który rozpoczyna śledztwo w sprawie rzekomego zmartwychwstania żydowskiego mesjasza oraz poszukiwania zaginionego ciała Jezusa z Nazaretu. Doskonale odegrana rola głównego bohatera,  dość wiernie (chociaż nie bez pewnej improwizacji) odwzorowany klimat Jerozolimy tuż przed wybuchem powstania Żydów po Zmartwychwstaniu,  ciekawie przedstawiony temat odnalezienia wiary po zetknięciu się z okolicznościami Zmartwychwstania - są niewątpliwymi zaletami filmu.  Prawdziwym skarbem w filmie osobiście dla mnie jest ścieżka dźwiękowa hiszpańskiego kompozytora Roque Bañosa López'a. Bez wątpienia jeden z najlepszych w swoim gatunku, film zasługuje na minimalne 7/10.