O walce idei

Istnieją dziś ludzie, którzy głoszą dość popularną tezę, że należy unikać „metkowania” innych ludzi. Twierdzą oni, że jeśli ktoś jest prawicowcem, to nie należy go nazywać prawicowcem, a jeśli ktoś jest lewicowcem, - to nie należy go nazywać lewicowcem. To samo zresztą dotyczy wszelkiego „szufladkowania” zwolenników jakichkolwiek światopoglądów, ideologii, przekonań, wierzeń religijnych i tak dalej.

Podstawą takiego myślenia jest całkiem trafna obserwacja, że różne idee ścierają się między sobą, konkurują, walczą o ludzkie względy – gdyż każda ostatecznie chce być tą jedynie prawdziwą. Przykładowo, prawica walczy z lewicą, protestanci z katolikami, muzułmanie z chrześcijanami oraz prawowiernymi Żydami, chrześcijanie – z ateistami, demokraci – z socjalistami, autokraci – z liberałami i tak dalej. Sprawia to na co wrażliwszej duszy wrażenie, że każdy walczy z każdym, generalnie mamy więc do czynienia z przemocą w świecie idei, która prowadzi do pogardy i wzajemnej nienawiści. Dlatego trzeba z tym stanem rzeczy koniecznie coś robić. Pomysł więc zasadniczo jest bardzo prosty – nie nazywajmy kogoś zgodnie z jego światopoglądem, unikajmy myślenia o tej całej różnorodności w świecie idei, stanówmy jedność, równość i braterstwo – i dzięki temu z pewnością zapanuje ład, powszechny szacunek i miłość. Podobne idee głosił Krishnamurti, ale ogólnie i bez bycia świadomym zwolennikiem nauczania Krishnamurtiego – znajdą się dziś tacy, którzy proponują w ten sposób zwalczyć jakąkolwiek przemoc w świecie idei.

Problem z tego typu przepisem na pokój przypomina mi jednak wejście do dżungli pełnej drapieżnych, walczących ze sobą wzajemnie zwierząt, po to tylko by stwierdzić, że one przestaną ze sobą walczyć w momencie, gdy nie będziemy je w ogóle jakoś nazywać. Przepisem na brak przemocy ma więc być nienazywanie geparda – gepardem, wilka – wilkiem, sowy – sową a anakondy – anakondą. Tak jakby brak nazewnictwa kogokolwiek wedle jego natury – miał magiczną moc tę naturę ukryć, zmienić lub naprostować.

Drodzy, hienie jest wszystko jedno, jakie określenie stosuje się na pożeraną przez nią w danym momencie ofiarę. Gdy komunista przychodzi w pomysłem odebrania wszystkiego bogatemu oraz „rozkułaczenia” – to jemu jest wszystko jedno, jak nazwą się ostatecznie ci, kogo on swoją ideologią skrzywdzi. Bez znaczenia będzie też to, jakie określenie inni będą używać względem niego samego. Dotyczy to wszystkich idei i pomysłów na światopogląd, które są znane ludzkości od zarania dziejów. Jestem jednak pewien, że ostatecznie sama rzeczywistość, bez czyjejkolwiek pomocy – zweryfikuje wszystkie idee pod Słońcem i ostatecznie zostawi tylko te, które będą prawdziwe. Prawda bowiem sama jest w stanie się obronić i zrobi to niechybnie z wielkim impetem.

Chwała niech będzie Panu za Jego Objawienie i wierność.

Szalom! :)